czwartek, 22 sierpnia 2013

5 rozdział

V rozdział
Niespodzianka

- Hej mamo, tato, dzień dobry, wróciliśmy – przywitała się czwórka przyjaciół z rodzicami Rona
- Tak szybko przybyliście? – (Patrząc na to, że był kwadrans po jedenastej, to wcześnie się deportowali, mieli jeszcze kupić sobie jakieś mugolskie ubrania w jakiejś galerii Birmigham). Krzyknęła Molly z kuchni, ale w tym momencie wyszedł z salonu Artur, zobaczył minę Hermiony i dodał kierując się w jej stronę:
- Jak ich nie zastaliście to się nie przejmuj, na pewno się odnajdą, w końcu jesteśmy czarodziejami, coś wymyślimy
- Są w Afryce, leczą zęby czarnoskórym – wyjaśnił Ron, a jego rodzice chyba się tego nie spodziewali, bo pan Weasley zagwizdał, a jego żona szeroko otwarła oczy
-  I wrócą dopiero chyba za osiem miesięcy – dopowiedziała Hermiona
- Ale mamy do  ich numer telefonu – przypomniała Ginny
- No, to dobrze, wezmę służbowy telefon z pracy i się nim obsłużycie – powiedział tata Rona
- No i podamy się za radio – stwierdził z uśmiechem Ron
- Za co? – spytała zdziwiona pani Weasley
Zaczęli od początku opowiadać co ich dzisiaj spotkało. Ustalili, że najpierw zatelefonują do państwa Granger, spytają się ich gdzie dokładnie są, a później zrobią sobie małe wakacje w Ghanie.
- Dziękuje- powiedziała Hermiona, po czym ze łzami w oczach pobiegła na górę. Poleciały za nią Ginny i jej mama. Ron też chciał, ale się rozmyślił.
Hermiona leżała i szlochała pod kocem na swoim łóżku.
- Czemu płaczesz? – spytała się Molly
- Bo tyle dla mnie robicie, a ja nie mam jak się odwdzięczyć, w sensie mogę tu mieszkać i w ogóle jeszcze mi pomagacie
- Jesteś dla nas jak rodzina, to całkiem normalne, że Ci pomagamy
Hermiona jeszcze raz podziękowała za pomoc i Molly ją przytuliła, a potem poszła zostawiając ją z Ginny. Po chwili dziewczyn spędzonej w ciszy, przyszli Ron z Harry’ m. Widząc, że sytuacja opanowana od razu przeszli do rzeczy.
- To robimy tą niespodziankę urodzinową dla mamy? – spytał Ron
- No jasne, możemy upiec tort, porozwieszać dekoracje i coś przydatnego kupić – odpowiedziała Ginny
- A potem dopiero zajmiemy się sprawą moich rodziców – stwierdziła Hermiona
- LISTY, LISTY!!! – rozległy się krzyki pana Weasleya z dołu
Wszyscy zbiegli się do salonu, a listy trafiły do swoich właścicieli, czyli Harry’ ego, Ginny, Hermiony i Rona, a treść tych listów była taka:
Witam
W związku z tym, że przerwa wakacyjna zaczęła się w tym roku wcześniej, a nauczanie nie było do końca kompetentne z powodu braku praktyki, powiadamiam, że obowiązkowe, uzupełniające lekcje praktyki będą trwały od 19 sierpnia do 1 września, a uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego będzie miało miejsce 18 sierpnia. Tradycyjnie Hogwart Express, podjedzie na peron 9 i ¾ o 11:00 w Londynie. Uczniowie, którzy nie uczęszczali w poprzednim roku wcale lub w większości będą powtarzać rok.
Minerwa McGonagall – Dyrektor Hogwartu
Ps.
Więcej informacji przyjdzie jutro, bo nie starczyło sów.

- Wiedziałem – powiedział Ron
- Co? – spytał Harry
- Że ona zostanie dyrektorem
-  To akurat było pewne, chociaż ciekawe jacy teraz będą nauczyciele, tak szczerze nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy
- Wy o tym tak spokojnie mówicie? – spytała Hermiona – od teraz w naszym życiu wszystko będzie później, wiecie, że ja w ogóle nie myślałam o szkole? Ale racja, musimy zdać owutemy, inaczej nigdzie nas nie przyjmą.
- Nawet nie przypominaj mi o testach – powiedział Ron
- Ej, odwróćcie swoje listy, co tam macie? – spytała Ginny podchodząc bliżej Harry’ ego i odwracając jego list.
Harry miał napisane:
Proszę przybyć do mojego gabinetu 17 sierpnia o 17:00. Mam dla pana propozycje. Może się pan deportować, na ten czas będzie zrzucone zaklęcie braku wstępu. Oczywiście powtarzasz klasę.

- Wiesz o co chodzi? – spytał pan Weasley Harry’ ego, bo Ginny przeczytała to na głos
- Nie, a skąd.
Ginny miała napisane, że nie musi powtarzać roku, tylko ma uczestniczyć w zajęciach praktyki i idzie tak jak ma iść, czyli do siódmej klasy. Ron i Hermiona mieli napisane:  Witam w siódmej klasie.
- Czy to oznacza, że będziemy razem w klasie? – spytała entuzjastycznie Ginny
- No chyba tak – opowiedział Ron

Harry w tym czasie doznał olśnienia, bo uśmiechnął się od ucha do ucha.

sobota, 3 sierpnia 2013

4 rozdział

:)
IV rozdział
Nowości, nowości wszędzie
Oczami Rona:
O kurde, o kurde, o kurde !!!
No więc zaczęło się od tego, że rano całą rodziną z przed wejścia Hogwartu deportowaliśmy się do naszego nowego domu, a dokładniej na West Green Shine, czyli naszą nową ulicę. No, myślałem, że staruszek sobie jaja robi, pokazując nam zwykły, kanciasty, mugolski dom, ale gdy tata puknął różdżką o furtkę i przeszliśmy przez tą właśnie furtkę to naszym oczom ukazał się, owszem kanciasty dom, ale w super kolorowe ciapki, takie jakby kleksy we wszystkich odcieniach kolorów. Na dom tradycyjnie było rzucone zaklęcie powiększenia, bo w środku miał o wiele więcej miejsca niż by się mogło wydawać.
Na parterze od lewej strony jest kuchnia, później salon, w którym jest duży stół, a nawet mugolski telewizor i kanapa, następne pomieszczenia to sypialnia rodziców i łazienka. Oczywiście na tym piętrze tata ułożył te same dekoracje z Nory i wszystko wyglądało tak swojsko i domowo. Mamie musiało się też wszystko podobać, bo zaniemówiła z uśmiechem na twarzy. Schody w odróżnieniu od schodów w Norze są proste, a nie kręcone. Na piętrze są cztery dość duże pokoje i łazienka. Po wejściu do każdego z nich stwierdziłem, że jeden pokój ma dostęp do swojej małej łazienki. Od razu zarezerwowały go Ginny i Hermiona.
- Słuchajcie – powiedział tata, gdy zaczęliśmy się kłócić z braćmi kto weźmie największy pokój po prawej stronie – możecie skończyć tę kłótnię? Jesteście dorosłymi ludźmi. Ten pokój – wskazał na pomieszczenie obok pokoju dziewczyn – jest do dyspozycji Harry’ego i Rona. Następny pokój zajmą Georg i Percy, a największy pokój Charlie i Billy z Fleur. A i wasze rzeczy i meble z Nory, te co udało się wydostać są na strychu.
Tak, więc cały dzień z krótką przerwą na obiad wyposażaliśmy nasze duże pokoje. Ze strychu wziąłem swoje stare łóżko, a Harry sobie gruby materac. Wzięliśmy też dwa biurka, połączyliśmy je, więc robią za stolik. Szaty, garnitury i marynarki powiesiliśmy w dużej szafie. Harry swój dobytek, który miał w walizce włożył do mniejszej szafki, ja swoje ciuchy do drugiej takiej szafki, a na niej ułożyłem swoją kolekcję figurek zawodników qudditcha. Na półce nad łóżkiem umieściłem swoją zabawkową miotłę, karty czarodziejów i szachy czarodziejskie. Nie mogliśmy się zgodzić co do koloru ścian, więc poszliśmy na kompromis: dwie moje ściany są na zielono, a ściany Harry’ego na czerwono.
Wieczorem, gdy wróciliśmy z Harry’m z oględzin pokoi mojego rodzeństwo, przyszły do nas Herma i Ginny.
- Chciałabym jutro jechać do moich rodziców – oznajmiła Harmiona
- No to pojedziemy z Tobą – powiedziałem
- Ale mogą wystąpić komplikacje, bo nie wiem czy mieszkają tam gdzie mieszkaliśmy, a jeśli będą, to trzeba na nich rzucić zaklęcie przypomnienia.
- Damy radę, załatwialiśmy już bardziej niebezpieczne sprawy – powiedział Harry
- Mój dom znajduje się w Birmingham, więc stosunkowo blisko mamy. Chcecie jechać mugolskim pociągiem, czy się deportować? – spytała nas, po szybkim zastanowieniu się stwierdziłem, że wolę pociągiem.
- To jedźmy pociągiem, ciekawiej będzie – odpowiedział Harry, jakby czytał mi w myślach
- Pociąg kursuje kilka razy na dobę, chociaż najlepszy jest ten o 07:31 z Głównego w Londynie i w centrum Birmingham 08:53 – powiedziała Hermiona, szczerze mówiąc nie zdziwiła mnie jej wiedza na ten temat
Rano zjedliśmy szybkie śniadanie, powiedzieliśmy o wszystkim mamie i już nas nie było. Deportowaliśmy się mniej więcej za filarem, gdzie się wchodzi na peron dziewięć i trzy czwarte, bo to miejsce znaliśmy. Podziemnymi przejściami dotarliśmy na peron szósty skąd odjeżdżał nasz pociąg. Ponieważ nie mieliśmy mugolskich pieniędzy to nie kupiliśmy biletów i Herma wymyśliła żebyśmy podróż spędzili w pociągowej toalecie. Trochę powiększyliśmy wucet. Wyczarowaliśmy cztery krzesła. Całą drogę graliśmy w skojarzenia, więc było ciekawie. Na szczęście mieliśmy okno i widzieliśmy nazwy stacji. Przy wysiadaniu biletowy nas nie złapał. Idziemy teraz do domu Hermiony. Po kilkudziesięciu minutach stanęliśmy przed celem naszej wyprawy. Już na wstępie zdziwił nas zarośnięty ogródek przed domem. Herma zawsze mówiła, że jej rodzice są estetami. Był dzwonek, więc go użyliśmy. Jednak po chwili oczekiwania pod domem nikt nie otworzył. Herma trochę się zasępiła. Chyba nie brała pod uwagę, że nie zastanie rodziców.
- Mamy jakiś plan B ? – spytał Harry
- Tak, wymyśliłyśmy wczoraj, że możemy spytać się sąsiadów, gdzie są państwo Granger. Tyle, że sąsiedzi też mają Hermę wymazaną z pamięci, więc mam taki pomysł, żeby wmówić, że jesteśmy z radia i jej rodzice wygrali wycieczkę na przykład do Hiszpanii – wymyśliła Ginny
- To chodźmy, naprzeciwko mieszka bliska koleżanka mojej mamy, ona coś będzie wiedzieć- dodała Hermiona
Wyczarowałem kamerę i mikrofon żeby to wyglądało na prawdziwe. Chyba wszystkim się podobał ten pomysł, bo tylko się do mnie uśmiechnęli. Dałem mikrofon Harry’emu, kamerę sam postanowiłem trzymać. Przeszliśmy przez ulicę. Dom tej pani się wyróżniał, bo był pomalowany na oczopizgaczowy pomarańczowy. Z tego co wiem chaty mugoli są zwykle kremowe, w każdym razie są jasne. Do drzwi prowadzi chodnik, a po bokach rośnie krótko przystrzyżona trawa, aż by się chciało zrobić na niej piknik. Zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi. Nie powiem, mugole są pomysłowi, u nas się puka, a dźwięk rozchodzi się w każdym kącie domu. Otworzyła nam babka w wieku wszystkich rodziców, czyli ani nie stara, ani nie młoda. Przywitała nas uśmiechem.
- Dzień dobry – Herma zaczęła – jesteśmy przedstawicielami radia Eyes, chcieliśmy się spytać, gdzie są teraz państwo Granger – wskazując na swój dom
- A do czego jest państwu ta wiedza potrzebna? – spytała kobieta
- Państwo Granger wygrali w jednym z naszych konkursów wycieczkę do Hiszpani.
- To się śmiesznie składa, bo oni są tak jakby na wycieczce. Jako misjonarze polecieli do Afryki leczyć zęby tamtejszym ludziom żyjących w biedzie – odpowiedziała kobieta, chyba uwierzyła w naszą urzekającą historię mówiąc nam to
- Na jak długo tam wyjechali? – spytałem
- Na rok, a są tam od czterech miesięcy.
- Czy dałaby nam pani jakiś kontakt do nich, jeśli oczywiście pani ma? Zwykle dajemy sobie spokój, gdy kogoś nie ma, ale państwo Granger wyjechali w dobrej sprawie, taki wyjazd się im wręcz należy – spytał i dopowiedział Harry
- Tak, dam państwu numer do nich – i poszła do domu. Za chwilę wróciła z kartką.
- Proszę, tu jest numer do nich wraz z kierunkowym do  Ghany – podała Harry’emu
- Dziękujemy i życzymy miłego dnia – powiedziała Hermiona służbowym głosem najlepiej jak umiała – kobieta uśmiechnęła się i zamknęła za nami drzwi.
- To idziemy teraz przejść się po Twoich okolicach, tak jak chciałaś? – spytała Ginny
- Eee, no niedaleko jest park, tam możemy pogadać
Całą drogę do parku się nieoddzywaliśmy, bo każdy podziwiał to co mijaliśmy. Okolica była naprawdę fajna. Dużo drzew. Piękne domy z ogrodami. Ciekawie tu było. W końcu osiedlowy chodnik zamienił się na leśną alejkę, a po bokach ukazały się ławki. Usiedliśmy na jednej.
- To co zamierzasz teraz, Her? – spytała Ginny Herę
Z  Harry’ m woleliśmy nie zaczynać takiej rozmowy, nie wiedzieliśmy czy nie wkurzymy Hermiony pytaniami.
- Możemy odwiedzić Afrykę, albo poczekać osiem miesięcy, nie wiem, naprawdę nie wiem – odpowiedziała Hermiona rozczęsionym głosem

Obrazek na górze jest całkowicie mojego autorstwa ( w sensie napisy ) z czego jestem strasznie dumna, bo moje umiejętności co do informatyki  są małe :)