Część 1
Komp się zaciął. Był stary i mocno używany, a net w nim, który chodził w żółwim tempie, mocno (żeby nie użyć brzydkiego słowa) mnie denerwował. Oglądałam wtedy jednego z setek vlogów na YouTube, które już widziałam (oczywiście musiałam co chwilę zatrzymywać, by się naładowało). Nagle wszystko się zatrzymało, myszką się nie dało ruszyć i jednym, pięknym słowem dupa. Czekając na jakieś poruszenie na ekranie, rzuciłam wzrokiem na reklamy pod filmem. Moją uwagę przykuła treść: Nie masz co zrobić ze swoim życiem? Rodzina Cię nie potrzebuje lub jej nie masz? Jesteś samotnikiem z wyboru? Zadzwoń i był podany numer telefonu. Normalnie zignorowałabym takie coś, ale w tym czasie tak się czułam. Uwaga, będzie historia, jak z bajki, właśnie zdałam sobie z tego sprawę.
Dwa
miesiące temu straciłam rodziców w wypadku samochodowym. Babcia, którą jedną
jeszcze miałam i kochałam, gdy usłyszała te smutną nowinę dostała zawału i też
zmarła. Mam dalszą rodzinę ale nie lubieją mnie, bo nie pasuje im mój styl bycia.
Widzą we mnie dziecko z problemami i kompleksami, tak mi powiedział mój kuzyn.
Może im się nie podobają moje fioletowo rude włosy z dredami. Ale ja je kocham.
Tak już mam, lubię oryginalność. Powoduje ona, iż jestem czarną owcą i
przynoszę śmiech rodzinie. No nieważne, w każdym razie mam jeszcze siedemnaście
lat i zostałam na te kilka miesięcy wysłana do domu dziecka. I gniję tu. Nie
no, nie jest tak źle, tak o mnie dbają, że raz w tygodniu psychologa do mnie
ściągają. Jest to kobieta ... no nie wiem, podchodzi pod trzydziestkę. Nie
lubię jej, bo obnosi się ze mną jak z jajem. A ja już pogodziłam się ze swoim
losem. Ryczałam po nocach, ale już mi przeszło.
Wrócę może
do tej niespotykanej reklamy. Po mniej więcej pięciu minutach czekania, aż
komputer się odwiesi, zaczęło mi się nudzić, spojrzałam więc godzinę na mojej
komórce, która leżała obok klawiatury. Wpadłam na pomysł. Spisałam numer,
wzięłam telefon, wyszłam ze świetlicy, zeszłam po schodach na podwórko,
usiadłam na huśtawce, odpychnęłam się nogami, by się trochę rozhuśtać i
zadzwoniłam (jeju, ile ja czynności wykonałam).
- Dzień dobry - odezwał się facet takim męskim, głębokim głosem z
wyraźnym angielskim akcentem, później przedstawił firmę, jakieś internaszynal
ofis of amerikkan, tyle załapałam, może przekręciłam - Dzwoni pani w sprawie
ogłoszenia?
- Tak, właśnie, o co z tym chodzi?
- Pani Paulo, pochodzi pani z Żywca, mam dobre informacje?
- Ej, skąd to wiesz? - zapytałam zdziwiona
- To są Stany zjednoczone, nawet pani nie wie jakie tu są
możliwości technologii - odpowiedział, chociaż ja nadal nie kumałam o co cho -
Dobrze, sprawdzimy jeszcze panią, niech spodziewa się pani pisma - dodał po
krótkiej przerwie
- o co chodzi, jakie pismo? - spytałam, nadal nie ogarniając
sytuacji, ale niestety mój rozmówca przerwał rozmowę.
Zastanawiam się, czy właśnie nie popełniłam życiowego błędu.
część 2
Wróciłam ze szkoły, jak zwykle rzuciłam plecak z książkami na moje
łóżko, na szczęście pozwolili mi je wziąć z domu razem z pościelą, kołdrą i
narzutą. Mój pusty dom czeka na moją pełnoletniość. Poszłam do łazienki.
- Ej, poczekaj - usłyszałam głos pani Irenki, jednej z naszych
kucharek
- Tak? - zatrzymałam się przy wejściu do jadalni
- Mam dla ciebie list, ale najpierw daj do przeczytania pani
Dyrektor - powiedziała wręczając mi go - a, i przyjdź zaraz na obiad.
No
to szybko skorzystałam z kibelka, umyłam ręce i spojrzałam na kopertę. Była
formatu A4, miała mnóstwo pieczątek ze Stanów i nie tylko, była zaadresowana do
mnie. Od razu pomyślałam o wczorajszej rozmowie z tym gościem. Chyba leciała
odrzutowcem, że tak szybko ją dostałam.
Zaniosłam list do pokoju, włożyłam go do plecaka i poszłam na obiad, po
drodze witając się z innymi dziećmi i nastolatkami, którzy tu mieszkają. Na
obiad były naleśniki. Zjadłam je szybko z dwóch powodów: były naprawdę smaczne
i chciałam wreszcie zobaczyć treść wysyłki. Wymamrotałam dziękuje i odeszłam od
stołu. Na szczęście moi współlokatorzy jeszcze jedli, więc nie będę się musiała
kryć. Jestem strasznie nie przyzwyczajona do takiego tłoku w domu. Ostrożnie,
najdelikatniej jak umiałam otworzyłam kopertę.
Waszyngton, 28.10.13
Pani Paulo Prałat!!!
Wczoraj dodzwoniła się pani do Najwyższej Generacji Instytutu
Badań Nad Wynalazkami w Waszyngtonie. Reklama, którą Pani zauważyła działa
psychologicznie na mózg ludzi. Trudno to wytłumaczyć w krótkim liście. Po
prostu ta reklama wykryła, że jest Pani odpowiednia do naszej misji. Otóż
potrzebujemy ludzi, którzy w normalnym życiu nie mają nic do załatwienia i do
stracenia (brak rodziny, przyjaciół, pomysłu na dalsze życie), ale jednocześnie
mądrych i zdrowych fizycznie i psychicznie. Nasi naukowcy stworzyli prawdziwą
maszynę do przenoszenia się w przyszłości i przeszłości i ktoś musi ją
przetestować. Proszę przemyśleć naszą propozycje. Niedługo skontaktujemy się z
panią. Jeszcze kilka informacji. Będzie mogła Pani ją przetestować dopiero po
ukończeniu 18 roku życia, który to Pani kończy w styczniu. Zawsze będzie się
mogła Pani wycofać.
zarząd NGIBNW
Tak. Właśnie. Czegoś takiego się nie spodziewałam. Myślałam,
że to jakaś sekta. Mam nadzięję, że to nie jakiś głupi żart i zaraz mi tu ktoś
z kamerą i wrzaskiem "WKRĘCONA" nie wyleci. Rzadko się dostaje takie
propozycje. Co ja gadam? Takich propozycji się NIE DOSTAJE. Serio? Maszyna do
przemieszczania się w przyszłości i przeszłości? To nie jest prawda, ktoś po
prostu lubi się bawić kosztem ludzi i robi to profesjonalnie. Chociaż w sumie
fajnie by było przenieść się w inne czasy. Jako dziecko zawsze marzyłam żeby
się znaleźć w przyszłości. Przeszłość też byłaby spoko... Nie no, zostawię tą
sprawę, to nie może być prawdą.
- Hej! -
krzyknęłam do moich przyjaciół rzucających pierwszym śniegiem przed liceum.
Niby wkraczamy w rok naszych osiemnastek, a zachowujemy się jak dzieci. - Może
wejdziemy do szkoły? Nie jest wam zimno? - w odpowiedzi Seba potraktował mnie
śnieżką. No nie!!! Zgarnęłam trochę śniegu, uformowałam w kulkę i w niego. No i
chcąc, nie chcąc tym sposobem wciągnęłam się w bitwę. Po 10 minutach prawie
cała szkoła się rzucała. Ja w gronie swojej paczki, czyli z Sebą, który
pierwszy we mnie rzucił. Jest to średniego wzrostu chłopak o ciemnych włosach i
brązowych włosach. Zawsze nas rozbawia. Jedyna rzecz, która mnie w nim wkurza
to to, że lubi zwracać na siebie naszą uwagę. Ale nie byłby sobą nie popisując
się od czasu do czasu. Malwina - niebieskooka dziewczyna z delikatnie piegowatą
twarzą, blondynka, aktualnie przefarbowana na jasny brąz. Najspokojniejsza z
nas wszystkich. Pięknie gra na skrzypcach, ale nie lubi się tym chwalić. No i
nasza parka składająca się z mojej przyjaciółki już od gimnazjum - Justyny i
Damiana. Dżasti, bo tak ją nazywamy dużo gada, jest wysoka, ma super kręcone
malutkie loczki (takie jak mają murzyni), ale jest niesamowicie pracowita i
tolerancyjna. Damian to metal o wielkim sercu, ma blond włosy i zielone oczy, w
których Dżasti jak mówi się zakochała.
- Do odpowiedzi przyjdzie .... - Powiedziała chemiczka. Nie ja , nie ja , nie ja , proszę, nie ja - Paula!!! - kurna -.-
Co za dzień! Jak sobie przypomnę moją
dzisiejszą odpytkę przy tablicy, to nie wiem, czy się śmiać, czy płakać.
Nie lubię tego w sobie. Zawsze muszę rozpamiętywać to co się wydarzyło danego
dnia. Dzwoniący telefon przerwał mi moje rozmyślania.
- Halo! - zanim odebrałam przeszłam na
drugą stronę korytarza i zamknęłam się w łazience. To nie tak, że nie lubię
dziewczyn, które mieszkają ze mną w naszym wspólnym pokoju, ale akurat w pokoju
były dwie trzynastolatki. Są spoko, ale później wyciągają dziwne wnioski z
moich rozmów, które prowadzę przez telefon, a teraz jeszcze się wyświetlił
nieznany numer, to już w ogóle wolę wyjść.
- Dzień dobry! - odezwał się ten sam
męski głos od tej reklamy - z tej strony Dan Maves z firmy NGIBNW. Przemyślała
pani naszą propozycję? - zapytał, (a jednak się nie pomyliłam co do głosu).
- Tak szczerze, to nadal nie mam
pewności, czy ktoś sobie ze mnie nie żartuję - odpowiedziałam.
- Rozumiem, Pani Paulo. Jednak
zapewniam panią, że jest to prawda. Zapraszam panią na spotkanie w tej sprawie
8 grudnia o godzinie 18:00 w kawiarni "Letarg" przy ulicy Chopina 2 w
Żywcu. Jestem jedynym przedstawicielem naszej firmy mówiącym biegle po polsku,
dlatego to ja spotkam się z panią osobiście. Pozna mnie pani po ciemnozielonej
koszuli. - poinformował mnie facet.
- Nie wiem, czy będę, nie ukrywam też,
że propozycja podróży w czasie mnie zaskoczyła - dodałam
- No fakt, nie jest to zwyczajne -
stwierdził, ale chyba przypomniał sobie, że ma być oficjalny i dodał: Pani
Paulo.
- To do widzenia, panie Dan -
pożegnałam się.
- Do zobaczenia, pani Paulo -
zakończył rozmowę.
- Dobranoc. - Maja zgasiła światło, to jedna z trzynastolatek, mamy taką zasadę, że ostatnia dziewczyna, która się kładzie gasi światło, później mówi dobranoc i reszta dziewczyn jej odpowiada.
- Dobranoc - powiedziałam.
- Dobranoc wam - odpowiedziała Danka,
to jedna z dwóch w tym pokoju piętnastolatek.
- Dobranoc - odpowiedziały równo
przyjaciółki szesnastolatka i siedemnastolatka.
Druga piętnastolatka i druga
trzynastolatka już spokojnie spały. Też bym chciała tak szybko zasypiać, ale ja
zawsze muszę wszystko przemyśleć. To się wydaję takie nie prawdziwe, wręcz
fantastyczne, z tym tajemniczym gościem z firmy NGIBNW. Sprawdziłam to jest
jeden z filarów zajmujących się nauką, wynalazkami itp. w Stanach. Tyle się
mówi o pedofilii, gwałtach w dzisiejszych czasach, a ja się spotykam z obcym
facetem, ale chyba pójdę na to spotkanie. W końcu: co mnie nie zabije, to mnie
wzmocni, a jeśli serio będę miała możliwość znalezienia się w przeszłości, bądź
w przyszłości to czeka mnie niezła przygoda.
co ty tu zrobiłaś! Nie prościej było zostawić główną stronę, a w zakładce wstawić linki do opowiadania? Teraz się tu jeszcze zgubię... No ale czego nie robi się dla ciekawej literatury XD Nie, nie chce mi się od nowa pisać komętarzy więc powtarzam teraz, że fajne, jakbyś nie ty pisała i czekam na dalszy ciąg.
OdpowiedzUsuń