III rozdział
Smutek i zaskoczenie
Oczami Hermiony:
Kurczę!!! Czemu ja się tak
wcześnie budzę? Jest 06:37. Mogłabym sobie jeszcze spokojnie pospać, ale nie,
mój głupi organizm, nie potrzebuje tyle snu. Inni jeszcze śpią. NIE, nie
wstaję, bo jeszcze ich pobudzę. Niech śpią, jak mogą. Co dzisiaj jest za dzień?
A, dzisiaj „wielki pogrzeb”, szkoda, bo większość zginęło bez sensu, jak na
przykład jacyś rodzice , nie powinni umierać. Harry się pewnie obwinia, a to
przecież wina Voldemorta. Wczoraj słyszałam jak Ron i Percy pocieszali swoją
mamę. Właśnie, ja też powinnam odwiedzić rodziców, ale najpierw przywrócić im
pamięć. Pamiętam jak rzucałam na nich zaklęcie zapomnienia. Głosik w środku
podpowiadał mi żebym tego nie robiła, ale też chciałam, by byli na maksa
bezpieczni.
- Siemka – z rozmyślenia wyrwał
mnie głos Rona, a że leżę bokiem, przodem do ściany to go nie widziałam
- Hej – odwróciłam się – skąd
wiesz, że nie śpię? – był w trakcie ubierania koszuli, przez co zobaczyłam jego
klatę, nie powiem, miał co pokazać, ciekawe kiedy ćwiczył, ewentualnie
przyspieszył rozbudowę tkanki mięśniowej jakimś zaklęciem. W każdym razie
podobała mi się.
- Wychyliłem się, żeby hmm… Cię
pocałować – powiedział to tak szybko jakby się bał, że mu coś za to zrobię –
ale miałaś otwarte oczy, więc tak jakby odskoczyłem – O ja, on chciał mnie
pocałować!!! Poczułam nagły wzrost miłości, aż sama się zdziwiłam, ale wstałam
i go pocałowałam, oddał pocałunek, a potem obydwoje się zawstydziliśmy i
poszłam ogarnąć się do łazienki.
Przeniosłam tu czarami swoją
szafę. Wybrałam mugolską, czarną letnią, sukienkę z powodu dzisiejszego
pogrzebu i ciepła jakie teraz panowało na dworze. Ktoś zapukał, krzyknęłam, że
za chwilę wyjdę. Przeczesałam swoje krótkie włosy i otwarłam drzwi. Stała za
nimi Ginny. Miałam straszną chęć powiedzenia jej o porannym wydarzeniu z Ronem
( w końcu to moja przyjaciółka ), ale stwierdziłam, że to jego siostra i może
nie chce wiedzieć takich szczegółów.
- O hej, już wstałaś? – spytałam
- Tak, chyba już wszyscy się
obudzili – powiedziała
- Jak z mojej winy to
przepraszam
- Nie no, jak już to z winy
Rona, bo jak szedł do łazienki to przewrócił dzban ze stołu i on spadł i się
rozbił. Ale w ogóle Rona to nie przejęło. Już to naprawił reparem, a teraz
chodzi jakiś taki wesoły.
Uśmiechnęłam się tylko i poszłam
do pokoju. Zastałam tam myjących zęby Rona, Georga i Percy’ego, którzy próbowali
wytłumaczyć mi, że Harry jest w łazience, ale udałam, że nic nie rozumiem,
bo mają pasty w gębach. Łóżko pani Weasley miało zasłoniętą kotarę,
więc pewnie się przebiera. Pomysłowo. Po godzinie doprowadzeni do ładu i składu
zeszliśmy na śniadanie. Tam czekała na nas niespodzianka, bo przyjechali Billy
z Fleur i Charlie. Nie byli zbyt weseli z powodu Freda. Zresztą nikt nie był tu
wesoły. Przy stołach dużo ludzi płakało i byli pocieszani przez swoich mężów,
żony, dzieci.
Wczorajszy wywiad chyba dobrze
nam poszedł, bo niektórzy gratulowali nam, że w tak młodym wieku zabiliśmy i
przejrzeliśmy Voldemorta na wylot. Pod
koniec śniadanka, które jak zwykle było niesamowicie dobre, profesor McGonagall
poinformowała, że pogrzeb będzie miał miejsce o godzinie dwunastej. Także
mieliśmy jeszcze trochę czasu. Rodzice Rona dzisiaj nie byli już tak załamani,
nie wiem czy to przez to, że już pogodzili się ze stratą Freda, czy dlatego że
właśnie pocieszali innych swoich znajomych, którzy kogoś stracili i chcieli być
dla nich silni. Najgorsze jest to, że jeszcze dokładnie nie wiedzieliśmy ile
czarodziejów zostało zabitych i czy jest więcej trupów z obecnych uczniów
naszej szkoły. Dowiemy się dopiero na pogrzebie. Wiem, że zginął Vincent
Crabbe, mam nadzieję, że nikt więcej. Do wczoraj trwały poszukiwania ciał w
Hogwarcie. Z tego co wiem większość pojedynków miała miejsce w salach
lekcyjnych i zwykle jeden przeżywał z małymi obrażeniami, a ciało zostawił.
Harry chciał pomóc z szukaniem i wymyślił, że może Mapa Huncwotów działa na
zmarłych, ale sprawdził z Fredem, który leżał w skrzydle szpitalnym, czy
działa, no i okazało się, iż nie działa. Między śniadaniem, a uroczystością
chowania zmarłych z innymi zamieniłam kilka mało ważnych zdań typu: Trzymaj
się, Ron; Nie ma co już płakać, pani Weasley; a Harry do mnie w drodze:
Hermiona, usiądźmy gdzieś z tyłu, bo wiesz, jesteśmy rozpoznawalni i nie chce
już żadnych wywiadów.
Hm, wszystko jest tak podobne do
pogrzebu Dumbledora, że można pomyśleć, że cofnęliśmy się w czasie. Dekoracje z
kwiatów. Duża ilość krzesełek z miejscem
na środku służąca do przejścia tej całej pogrzebowej szopki. Jesteśmy po lewej
stronie błoni Hogwartu za rządem drzew, przy grobie Dumbledora, obok niego są
miejsca na nowe pomniki. Są wszystkie ważne osobistości świata czarodziejów.
Nie zabrakło też przedstawicieli uczniów, pomimo tego, że od kilku dni mają wcześniejsze
wakacje. Oczywiście wszędzie plączą się redaktorzy i fotoreporterzy. Usiedliśmy
z Harrym w przedostatnim rzędzie krzesełek. Między dwoma płaczącymi kobietami.
Państwo Weasley poszli na przód i z tego co widzę są w trzecim rzędzie.
Punktualnie o dwunastej rozbrzmiała tradycyjna czarodziejska piosenka, która
miała dać zmarłym szczęście, gdziekolwiek byli. No, to zaczęła się szopka. Grzebacze
ubrani na brązowo różdżkami nieśli po kolei ciała obok siebie, tak jak my
kiedyś Snape’a wynosiliśmy z bijącej wierzby. Moment ten był tak smutny, że
wszyscy się rozkleili. Nawet Harry i ja. Zauważyłam, że nawet kamerzystą
pociekły łzy. Ciała wreszcie zostały usadowione w trumnach. Profesor Minerwa po jakiś kilku minutach
wygłosiła mowę i wymieniła nazwiska wszystkich zmarłych, trochę to trwało bo
naliczyłam sześćdziesiąt parę osób. Z Ravenclaw były dwie dziewczyny i jeden
chłopak, na których jak to wyjaśniła profesor, ktoś rzucił tak mocne crucio, że im serca nie wytrzymały.
Colin Creevey, który chodził za Harry’m z aparatem też nie żyje. Zrobiło nam
się smutno. Poległo też kilku śmierciożerów, a większość nieżywych to jacyś
dorośli, którzy deportowali się w pobliże zamku „pomóc” zabić fanów Czarnego
Pana, ale im nie wyszło, no i te kilka osób z Zakonu Feniksa nieżyje. Później
był czas przemowy rodzin zmarłych, ale tak wszyscy płakali, że grzebacze
postanowili po prostu włożyć już te trumny do ziemi. Zasypali je jednym machnięciem
różdżki. A potem zgodnie z tradycją najstarszy członek obecny z rodziny miał
wyczarować nagrobek. Jakoś wszyscy się uspokoili i zostały utworzone nagrobki.
Uryczeni wróciliśmy do dormitorium. Później, gdy już tylko w milczeniu
siedzieliśmy bądź leżeliśmy, wszedł do pokoju Hagrid.
- Dzień dobry – nieśmiało
wydukał
- Witaj – odpowiedział Ron,
który siedział na fotelu znudzony rozpaczą
Podniosłam wzrok na Hagrida.
Trzymał wielką tacę z jedzeniem.
- Nie widziałem was na obiedzie,
więc postanowiłem wziąć trochę – powiedział, kładąc tacę na stół do odrabiania
lekcji
- Dziękujemy Ci – powiedziała
Molly, zapraszając gestem wszystkich do stołu – usiądź z nami- to było do
półolbrzyma
Dobrze jest mieć takiego
przyjaciela, z tego wszystkiego zapomnieliśmy o jedzeniu. Na obiad była jakaś
nowość. Hagrid wyjaśnił nam, że to schabowy, czyli polski przysmak. Dobre było.
- no to zaczynacie wakacje –
oznajmił Hagrid, rozgryzając marchewkę
- oj, przydadzą się- powiedział
Harry
Kompletnie zapomniałam o szkole,
cały rok nie mieliśmy z nią do czynienia. Ciekawe co dalej. Nawet do końca nie
wiemy, gdzie będziemy pracować. Nie zdaliśmy egzaminów. Zresztą nie tylko my.
- Właśnie- zaczął tata Rona -
korzystając z okazji, że jesteśmy razem, jak wszyscy dobrze wiemy Nora
spłonęła. Razem z Molly dotychczas mieszkaliśmy u jej rodziców. Harry i
Hermiona na razie chyba nie macie innego wyboru, musicie u nas zamieszkać.
Postanowiłem kupić dom na przedmieściach Londynu, jest to dzielnica, gdzie
mieszka sporo czarodziejów. Każdy z was na pewno w okolicy znajdzie swojego
znajomego. Wszystkim się tam spodoba.
hej, no to rozdział oczami Hermiony, co o nim sądzicie? Wilczyco i Dorcio :) heheheh
Ech, boskie jak zawsze to co piszesz. Można powiedzieć, że jestem twoją fanką ;)
OdpowiedzUsuń