:)
Nowości, nowości
wszędzie
Oczami Rona:
O kurde, o kurde, o kurde !!!
No więc zaczęło się od tego, że
rano całą rodziną z przed wejścia Hogwartu deportowaliśmy się do naszego nowego
domu, a dokładniej na West Green Shine, czyli naszą nową ulicę. No, myślałem,
że staruszek sobie jaja robi, pokazując nam zwykły, kanciasty, mugolski dom,
ale gdy tata puknął różdżką o furtkę i przeszliśmy przez tą właśnie furtkę to
naszym oczom ukazał się, owszem kanciasty dom, ale w super kolorowe ciapki,
takie jakby kleksy we wszystkich odcieniach kolorów. Na dom tradycyjnie było
rzucone zaklęcie powiększenia, bo w środku miał o wiele więcej miejsca niż by
się mogło wydawać.
Na parterze od lewej strony jest
kuchnia, później salon, w którym jest duży stół, a nawet mugolski telewizor i
kanapa, następne pomieszczenia to sypialnia rodziców i łazienka. Oczywiście na
tym piętrze tata ułożył te same dekoracje z Nory i wszystko wyglądało tak
swojsko i domowo. Mamie musiało się też wszystko podobać, bo zaniemówiła z uśmiechem
na twarzy. Schody w odróżnieniu od schodów w Norze są proste, a nie kręcone. Na
piętrze są cztery dość duże pokoje i łazienka. Po wejściu do każdego z nich
stwierdziłem, że jeden pokój ma dostęp do swojej małej łazienki. Od razu
zarezerwowały go Ginny i Hermiona.
- Słuchajcie – powiedział tata,
gdy zaczęliśmy się kłócić z braćmi kto weźmie największy pokój po prawej stronie
– możecie skończyć tę kłótnię? Jesteście dorosłymi ludźmi. Ten pokój – wskazał
na pomieszczenie obok pokoju dziewczyn – jest do dyspozycji Harry’ego i Rona.
Następny pokój zajmą Georg i Percy, a największy pokój Charlie i Billy z Fleur.
A i wasze rzeczy i meble z Nory, te co udało się wydostać są na strychu.
Tak, więc cały dzień z krótką
przerwą na obiad wyposażaliśmy nasze duże pokoje. Ze strychu wziąłem swoje
stare łóżko, a Harry sobie gruby materac. Wzięliśmy też dwa biurka,
połączyliśmy je, więc robią za stolik. Szaty, garnitury i marynarki
powiesiliśmy w dużej szafie. Harry swój dobytek, który miał w walizce włożył do
mniejszej szafki, ja swoje ciuchy do drugiej takiej szafki, a na niej ułożyłem
swoją kolekcję figurek zawodników qudditcha. Na półce nad łóżkiem umieściłem
swoją zabawkową miotłę, karty czarodziejów i szachy czarodziejskie. Nie
mogliśmy się zgodzić co do koloru ścian, więc poszliśmy na kompromis: dwie moje
ściany są na zielono, a ściany Harry’ego na czerwono.
Wieczorem, gdy wróciliśmy z
Harry’m z oględzin pokoi mojego rodzeństwo, przyszły do nas Herma i Ginny.
- Chciałabym jutro jechać do
moich rodziców – oznajmiła Harmiona
- No to pojedziemy z Tobą –
powiedziałem
- Ale mogą wystąpić komplikacje,
bo nie wiem czy mieszkają tam gdzie mieszkaliśmy, a jeśli będą, to trzeba na
nich rzucić zaklęcie przypomnienia.
- Damy radę, załatwialiśmy już
bardziej niebezpieczne sprawy – powiedział Harry
- Mój dom znajduje się w
Birmingham, więc stosunkowo blisko mamy. Chcecie jechać mugolskim pociągiem,
czy się deportować? – spytała nas, po szybkim zastanowieniu się stwierdziłem,
że wolę pociągiem.
- To jedźmy pociągiem, ciekawiej
będzie – odpowiedział Harry, jakby czytał mi w myślach
- Pociąg kursuje kilka razy na
dobę, chociaż najlepszy jest ten o 07:31 z Głównego w Londynie i w centrum
Birmingham 08:53 – powiedziała Hermiona, szczerze mówiąc nie zdziwiła mnie jej
wiedza na ten temat
Rano zjedliśmy szybkie
śniadanie, powiedzieliśmy o wszystkim mamie i już nas nie było. Deportowaliśmy
się mniej więcej za filarem, gdzie się wchodzi na peron dziewięć i trzy
czwarte, bo to miejsce znaliśmy. Podziemnymi przejściami dotarliśmy na peron
szósty skąd odjeżdżał nasz pociąg. Ponieważ nie mieliśmy mugolskich pieniędzy
to nie kupiliśmy biletów i Herma wymyśliła żebyśmy podróż spędzili w pociągowej
toalecie. Trochę powiększyliśmy wucet. Wyczarowaliśmy cztery krzesła. Całą
drogę graliśmy w skojarzenia, więc było ciekawie. Na szczęście mieliśmy okno i
widzieliśmy nazwy stacji. Przy wysiadaniu biletowy nas nie złapał. Idziemy
teraz do domu Hermiony. Po kilkudziesięciu minutach stanęliśmy przed celem
naszej wyprawy. Już na wstępie zdziwił nas zarośnięty ogródek przed domem.
Herma zawsze mówiła, że jej rodzice są estetami. Był dzwonek, więc go użyliśmy.
Jednak po chwili oczekiwania pod domem nikt nie otworzył. Herma trochę się zasępiła.
Chyba nie brała pod uwagę, że nie zastanie rodziców.
- Mamy jakiś plan B ? – spytał Harry
- Tak, wymyśliłyśmy wczoraj, że
możemy spytać się sąsiadów, gdzie są państwo Granger. Tyle, że sąsiedzi też
mają Hermę wymazaną z pamięci, więc mam taki pomysł, żeby wmówić, że jesteśmy z
radia i jej rodzice wygrali wycieczkę na przykład do Hiszpanii – wymyśliła Ginny
- To chodźmy, naprzeciwko mieszka
bliska koleżanka mojej mamy, ona coś będzie wiedzieć- dodała Hermiona
Wyczarowałem kamerę i mikrofon
żeby to wyglądało na prawdziwe. Chyba wszystkim się podobał ten pomysł, bo
tylko się do mnie uśmiechnęli. Dałem mikrofon Harry’emu, kamerę sam postanowiłem
trzymać. Przeszliśmy przez ulicę. Dom tej pani się wyróżniał, bo był pomalowany
na oczopizgaczowy pomarańczowy. Z tego co wiem chaty mugoli są zwykle kremowe,
w każdym razie są jasne. Do drzwi prowadzi chodnik, a po bokach rośnie krótko
przystrzyżona trawa, aż by się chciało zrobić na niej piknik. Zadzwoniliśmy
dzwonkiem do drzwi. Nie powiem, mugole są pomysłowi, u nas się puka, a dźwięk
rozchodzi się w każdym kącie domu. Otworzyła nam babka w wieku wszystkich
rodziców, czyli ani nie stara, ani nie młoda. Przywitała nas uśmiechem.
- Dzień dobry – Herma zaczęła –
jesteśmy przedstawicielami radia Eyes, chcieliśmy się spytać, gdzie są teraz
państwo Granger – wskazując na swój dom
- A do czego jest państwu ta
wiedza potrzebna? – spytała kobieta
- Państwo Granger wygrali w
jednym z naszych konkursów wycieczkę do Hiszpani.
- To się śmiesznie składa, bo
oni są tak jakby na wycieczce. Jako misjonarze polecieli do Afryki leczyć zęby
tamtejszym ludziom żyjących w biedzie – odpowiedziała kobieta, chyba uwierzyła
w naszą urzekającą historię mówiąc nam to
- Na jak długo tam wyjechali? –
spytałem
- Na rok, a są tam od czterech
miesięcy.
- Czy dałaby nam pani jakiś
kontakt do nich, jeśli oczywiście pani ma? Zwykle dajemy sobie spokój, gdy
kogoś nie ma, ale państwo Granger wyjechali w dobrej sprawie, taki wyjazd się
im wręcz należy – spytał i dopowiedział Harry
- Tak, dam państwu numer do nich
– i poszła do domu. Za chwilę wróciła z kartką.
- Proszę, tu jest numer do nich
wraz z kierunkowym do Ghany – podała Harry’emu
- Dziękujemy i życzymy miłego
dnia – powiedziała Hermiona służbowym głosem najlepiej jak umiała – kobieta uśmiechnęła
się i zamknęła za nami drzwi.
- To idziemy teraz przejść się
po Twoich okolicach, tak jak chciałaś? – spytała Ginny
- Eee, no niedaleko jest park,
tam możemy pogadać
Całą drogę do parku się
nieoddzywaliśmy, bo każdy podziwiał to co mijaliśmy. Okolica była naprawdę
fajna. Dużo drzew. Piękne domy z ogrodami. Ciekawie tu było. W końcu osiedlowy
chodnik zamienił się na leśną alejkę, a po bokach ukazały się ławki. Usiedliśmy
na jednej.
- To co zamierzasz teraz, Her? –
spytała Ginny Herę
Z Harry’ m woleliśmy nie zaczynać takiej
rozmowy, nie wiedzieliśmy czy nie wkurzymy Hermiony pytaniami.
- Możemy odwiedzić Afrykę, albo
poczekać osiem miesięcy, nie wiem, naprawdę nie wiem – odpowiedziała Hermiona
rozczęsionym głosem
Obrazek na górze jest całkowicie mojego autorstwa ( w sensie napisy ) z czego jestem strasznie dumna, bo moje umiejętności co do informatyki są małe :)

Świetne rozwinięcie, z tym wyjazdem do Afryki. Mam tylko kilka zastrzeżeń. Po pierwsze- serio? Charliego umieścić w pokoju razem z małżeństwem? To niedorzeczne... A po drugie to skąd Ron miał wiedzieć jak wygląda mikrofon? Nawet nie wiedział jak obsługuje się telefon. Pozatym spoko.
OdpowiedzUsuńWyjaśniam:
Usuń- jeśli chodzi o Charliego z Billy'm i Fleur w pokoju, oni mieszkają na stałe w innych miejscach, pokój więc na codzień będzie pusty, może ktoś to wykorzysta w następnych rozdziałach...
- Ron natomiast dowiedział się o mikrofonach i kamerach, gdy w nocy po kryjomu oglądał mugolskie wiadomości na telewizorze, który kupił rodzinie tata
Niezłe wytłumaczenie;) Po prostu talent...
Usuńtaa...
Usuń