czwartek, 22 sierpnia 2013

5 rozdział

V rozdział
Niespodzianka

- Hej mamo, tato, dzień dobry, wróciliśmy – przywitała się czwórka przyjaciół z rodzicami Rona
- Tak szybko przybyliście? – (Patrząc na to, że był kwadrans po jedenastej, to wcześnie się deportowali, mieli jeszcze kupić sobie jakieś mugolskie ubrania w jakiejś galerii Birmigham). Krzyknęła Molly z kuchni, ale w tym momencie wyszedł z salonu Artur, zobaczył minę Hermiony i dodał kierując się w jej stronę:
- Jak ich nie zastaliście to się nie przejmuj, na pewno się odnajdą, w końcu jesteśmy czarodziejami, coś wymyślimy
- Są w Afryce, leczą zęby czarnoskórym – wyjaśnił Ron, a jego rodzice chyba się tego nie spodziewali, bo pan Weasley zagwizdał, a jego żona szeroko otwarła oczy
-  I wrócą dopiero chyba za osiem miesięcy – dopowiedziała Hermiona
- Ale mamy do  ich numer telefonu – przypomniała Ginny
- No, to dobrze, wezmę służbowy telefon z pracy i się nim obsłużycie – powiedział tata Rona
- No i podamy się za radio – stwierdził z uśmiechem Ron
- Za co? – spytała zdziwiona pani Weasley
Zaczęli od początku opowiadać co ich dzisiaj spotkało. Ustalili, że najpierw zatelefonują do państwa Granger, spytają się ich gdzie dokładnie są, a później zrobią sobie małe wakacje w Ghanie.
- Dziękuje- powiedziała Hermiona, po czym ze łzami w oczach pobiegła na górę. Poleciały za nią Ginny i jej mama. Ron też chciał, ale się rozmyślił.
Hermiona leżała i szlochała pod kocem na swoim łóżku.
- Czemu płaczesz? – spytała się Molly
- Bo tyle dla mnie robicie, a ja nie mam jak się odwdzięczyć, w sensie mogę tu mieszkać i w ogóle jeszcze mi pomagacie
- Jesteś dla nas jak rodzina, to całkiem normalne, że Ci pomagamy
Hermiona jeszcze raz podziękowała za pomoc i Molly ją przytuliła, a potem poszła zostawiając ją z Ginny. Po chwili dziewczyn spędzonej w ciszy, przyszli Ron z Harry’ m. Widząc, że sytuacja opanowana od razu przeszli do rzeczy.
- To robimy tą niespodziankę urodzinową dla mamy? – spytał Ron
- No jasne, możemy upiec tort, porozwieszać dekoracje i coś przydatnego kupić – odpowiedziała Ginny
- A potem dopiero zajmiemy się sprawą moich rodziców – stwierdziła Hermiona
- LISTY, LISTY!!! – rozległy się krzyki pana Weasleya z dołu
Wszyscy zbiegli się do salonu, a listy trafiły do swoich właścicieli, czyli Harry’ ego, Ginny, Hermiony i Rona, a treść tych listów była taka:
Witam
W związku z tym, że przerwa wakacyjna zaczęła się w tym roku wcześniej, a nauczanie nie było do końca kompetentne z powodu braku praktyki, powiadamiam, że obowiązkowe, uzupełniające lekcje praktyki będą trwały od 19 sierpnia do 1 września, a uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego będzie miało miejsce 18 sierpnia. Tradycyjnie Hogwart Express, podjedzie na peron 9 i ¾ o 11:00 w Londynie. Uczniowie, którzy nie uczęszczali w poprzednim roku wcale lub w większości będą powtarzać rok.
Minerwa McGonagall – Dyrektor Hogwartu
Ps.
Więcej informacji przyjdzie jutro, bo nie starczyło sów.

- Wiedziałem – powiedział Ron
- Co? – spytał Harry
- Że ona zostanie dyrektorem
-  To akurat było pewne, chociaż ciekawe jacy teraz będą nauczyciele, tak szczerze nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy
- Wy o tym tak spokojnie mówicie? – spytała Hermiona – od teraz w naszym życiu wszystko będzie później, wiecie, że ja w ogóle nie myślałam o szkole? Ale racja, musimy zdać owutemy, inaczej nigdzie nas nie przyjmą.
- Nawet nie przypominaj mi o testach – powiedział Ron
- Ej, odwróćcie swoje listy, co tam macie? – spytała Ginny podchodząc bliżej Harry’ ego i odwracając jego list.
Harry miał napisane:
Proszę przybyć do mojego gabinetu 17 sierpnia o 17:00. Mam dla pana propozycje. Może się pan deportować, na ten czas będzie zrzucone zaklęcie braku wstępu. Oczywiście powtarzasz klasę.

- Wiesz o co chodzi? – spytał pan Weasley Harry’ ego, bo Ginny przeczytała to na głos
- Nie, a skąd.
Ginny miała napisane, że nie musi powtarzać roku, tylko ma uczestniczyć w zajęciach praktyki i idzie tak jak ma iść, czyli do siódmej klasy. Ron i Hermiona mieli napisane:  Witam w siódmej klasie.
- Czy to oznacza, że będziemy razem w klasie? – spytała entuzjastycznie Ginny
- No chyba tak – opowiedział Ron

Harry w tym czasie doznał olśnienia, bo uśmiechnął się od ucha do ucha.

sobota, 3 sierpnia 2013

4 rozdział

:)
IV rozdział
Nowości, nowości wszędzie
Oczami Rona:
O kurde, o kurde, o kurde !!!
No więc zaczęło się od tego, że rano całą rodziną z przed wejścia Hogwartu deportowaliśmy się do naszego nowego domu, a dokładniej na West Green Shine, czyli naszą nową ulicę. No, myślałem, że staruszek sobie jaja robi, pokazując nam zwykły, kanciasty, mugolski dom, ale gdy tata puknął różdżką o furtkę i przeszliśmy przez tą właśnie furtkę to naszym oczom ukazał się, owszem kanciasty dom, ale w super kolorowe ciapki, takie jakby kleksy we wszystkich odcieniach kolorów. Na dom tradycyjnie było rzucone zaklęcie powiększenia, bo w środku miał o wiele więcej miejsca niż by się mogło wydawać.
Na parterze od lewej strony jest kuchnia, później salon, w którym jest duży stół, a nawet mugolski telewizor i kanapa, następne pomieszczenia to sypialnia rodziców i łazienka. Oczywiście na tym piętrze tata ułożył te same dekoracje z Nory i wszystko wyglądało tak swojsko i domowo. Mamie musiało się też wszystko podobać, bo zaniemówiła z uśmiechem na twarzy. Schody w odróżnieniu od schodów w Norze są proste, a nie kręcone. Na piętrze są cztery dość duże pokoje i łazienka. Po wejściu do każdego z nich stwierdziłem, że jeden pokój ma dostęp do swojej małej łazienki. Od razu zarezerwowały go Ginny i Hermiona.
- Słuchajcie – powiedział tata, gdy zaczęliśmy się kłócić z braćmi kto weźmie największy pokój po prawej stronie – możecie skończyć tę kłótnię? Jesteście dorosłymi ludźmi. Ten pokój – wskazał na pomieszczenie obok pokoju dziewczyn – jest do dyspozycji Harry’ego i Rona. Następny pokój zajmą Georg i Percy, a największy pokój Charlie i Billy z Fleur. A i wasze rzeczy i meble z Nory, te co udało się wydostać są na strychu.
Tak, więc cały dzień z krótką przerwą na obiad wyposażaliśmy nasze duże pokoje. Ze strychu wziąłem swoje stare łóżko, a Harry sobie gruby materac. Wzięliśmy też dwa biurka, połączyliśmy je, więc robią za stolik. Szaty, garnitury i marynarki powiesiliśmy w dużej szafie. Harry swój dobytek, który miał w walizce włożył do mniejszej szafki, ja swoje ciuchy do drugiej takiej szafki, a na niej ułożyłem swoją kolekcję figurek zawodników qudditcha. Na półce nad łóżkiem umieściłem swoją zabawkową miotłę, karty czarodziejów i szachy czarodziejskie. Nie mogliśmy się zgodzić co do koloru ścian, więc poszliśmy na kompromis: dwie moje ściany są na zielono, a ściany Harry’ego na czerwono.
Wieczorem, gdy wróciliśmy z Harry’m z oględzin pokoi mojego rodzeństwo, przyszły do nas Herma i Ginny.
- Chciałabym jutro jechać do moich rodziców – oznajmiła Harmiona
- No to pojedziemy z Tobą – powiedziałem
- Ale mogą wystąpić komplikacje, bo nie wiem czy mieszkają tam gdzie mieszkaliśmy, a jeśli będą, to trzeba na nich rzucić zaklęcie przypomnienia.
- Damy radę, załatwialiśmy już bardziej niebezpieczne sprawy – powiedział Harry
- Mój dom znajduje się w Birmingham, więc stosunkowo blisko mamy. Chcecie jechać mugolskim pociągiem, czy się deportować? – spytała nas, po szybkim zastanowieniu się stwierdziłem, że wolę pociągiem.
- To jedźmy pociągiem, ciekawiej będzie – odpowiedział Harry, jakby czytał mi w myślach
- Pociąg kursuje kilka razy na dobę, chociaż najlepszy jest ten o 07:31 z Głównego w Londynie i w centrum Birmingham 08:53 – powiedziała Hermiona, szczerze mówiąc nie zdziwiła mnie jej wiedza na ten temat
Rano zjedliśmy szybkie śniadanie, powiedzieliśmy o wszystkim mamie i już nas nie było. Deportowaliśmy się mniej więcej za filarem, gdzie się wchodzi na peron dziewięć i trzy czwarte, bo to miejsce znaliśmy. Podziemnymi przejściami dotarliśmy na peron szósty skąd odjeżdżał nasz pociąg. Ponieważ nie mieliśmy mugolskich pieniędzy to nie kupiliśmy biletów i Herma wymyśliła żebyśmy podróż spędzili w pociągowej toalecie. Trochę powiększyliśmy wucet. Wyczarowaliśmy cztery krzesła. Całą drogę graliśmy w skojarzenia, więc było ciekawie. Na szczęście mieliśmy okno i widzieliśmy nazwy stacji. Przy wysiadaniu biletowy nas nie złapał. Idziemy teraz do domu Hermiony. Po kilkudziesięciu minutach stanęliśmy przed celem naszej wyprawy. Już na wstępie zdziwił nas zarośnięty ogródek przed domem. Herma zawsze mówiła, że jej rodzice są estetami. Był dzwonek, więc go użyliśmy. Jednak po chwili oczekiwania pod domem nikt nie otworzył. Herma trochę się zasępiła. Chyba nie brała pod uwagę, że nie zastanie rodziców.
- Mamy jakiś plan B ? – spytał Harry
- Tak, wymyśliłyśmy wczoraj, że możemy spytać się sąsiadów, gdzie są państwo Granger. Tyle, że sąsiedzi też mają Hermę wymazaną z pamięci, więc mam taki pomysł, żeby wmówić, że jesteśmy z radia i jej rodzice wygrali wycieczkę na przykład do Hiszpanii – wymyśliła Ginny
- To chodźmy, naprzeciwko mieszka bliska koleżanka mojej mamy, ona coś będzie wiedzieć- dodała Hermiona
Wyczarowałem kamerę i mikrofon żeby to wyglądało na prawdziwe. Chyba wszystkim się podobał ten pomysł, bo tylko się do mnie uśmiechnęli. Dałem mikrofon Harry’emu, kamerę sam postanowiłem trzymać. Przeszliśmy przez ulicę. Dom tej pani się wyróżniał, bo był pomalowany na oczopizgaczowy pomarańczowy. Z tego co wiem chaty mugoli są zwykle kremowe, w każdym razie są jasne. Do drzwi prowadzi chodnik, a po bokach rośnie krótko przystrzyżona trawa, aż by się chciało zrobić na niej piknik. Zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi. Nie powiem, mugole są pomysłowi, u nas się puka, a dźwięk rozchodzi się w każdym kącie domu. Otworzyła nam babka w wieku wszystkich rodziców, czyli ani nie stara, ani nie młoda. Przywitała nas uśmiechem.
- Dzień dobry – Herma zaczęła – jesteśmy przedstawicielami radia Eyes, chcieliśmy się spytać, gdzie są teraz państwo Granger – wskazując na swój dom
- A do czego jest państwu ta wiedza potrzebna? – spytała kobieta
- Państwo Granger wygrali w jednym z naszych konkursów wycieczkę do Hiszpani.
- To się śmiesznie składa, bo oni są tak jakby na wycieczce. Jako misjonarze polecieli do Afryki leczyć zęby tamtejszym ludziom żyjących w biedzie – odpowiedziała kobieta, chyba uwierzyła w naszą urzekającą historię mówiąc nam to
- Na jak długo tam wyjechali? – spytałem
- Na rok, a są tam od czterech miesięcy.
- Czy dałaby nam pani jakiś kontakt do nich, jeśli oczywiście pani ma? Zwykle dajemy sobie spokój, gdy kogoś nie ma, ale państwo Granger wyjechali w dobrej sprawie, taki wyjazd się im wręcz należy – spytał i dopowiedział Harry
- Tak, dam państwu numer do nich – i poszła do domu. Za chwilę wróciła z kartką.
- Proszę, tu jest numer do nich wraz z kierunkowym do  Ghany – podała Harry’emu
- Dziękujemy i życzymy miłego dnia – powiedziała Hermiona służbowym głosem najlepiej jak umiała – kobieta uśmiechnęła się i zamknęła za nami drzwi.
- To idziemy teraz przejść się po Twoich okolicach, tak jak chciałaś? – spytała Ginny
- Eee, no niedaleko jest park, tam możemy pogadać
Całą drogę do parku się nieoddzywaliśmy, bo każdy podziwiał to co mijaliśmy. Okolica była naprawdę fajna. Dużo drzew. Piękne domy z ogrodami. Ciekawie tu było. W końcu osiedlowy chodnik zamienił się na leśną alejkę, a po bokach ukazały się ławki. Usiedliśmy na jednej.
- To co zamierzasz teraz, Her? – spytała Ginny Herę
Z  Harry’ m woleliśmy nie zaczynać takiej rozmowy, nie wiedzieliśmy czy nie wkurzymy Hermiony pytaniami.
- Możemy odwiedzić Afrykę, albo poczekać osiem miesięcy, nie wiem, naprawdę nie wiem – odpowiedziała Hermiona rozczęsionym głosem

Obrazek na górze jest całkowicie mojego autorstwa ( w sensie napisy ) z czego jestem strasznie dumna, bo moje umiejętności co do informatyki  są małe :)


wtorek, 30 lipca 2013

Suchar

 Spodobał mi się taki żart:

- Mamo, mogę sobie zrobić kolczyk?
- a gdzie?
- w nosie
- hahahahhahahah
- mamo, proszę
- nie bądź śmieszny Voldek

niedziela, 28 lipca 2013

3 rozdział :)

III rozdział
Smutek i zaskoczenie
Oczami Hermiony:
Kurczę!!! Czemu ja się tak wcześnie budzę? Jest 06:37. Mogłabym sobie jeszcze spokojnie pospać, ale nie, mój głupi organizm, nie potrzebuje tyle snu. Inni jeszcze śpią. NIE, nie wstaję, bo jeszcze ich pobudzę. Niech śpią, jak mogą. Co dzisiaj jest za dzień? A, dzisiaj „wielki pogrzeb”, szkoda, bo większość zginęło bez sensu, jak na przykład jacyś rodzice , nie powinni umierać. Harry się pewnie obwinia, a to przecież wina Voldemorta. Wczoraj słyszałam jak Ron i Percy pocieszali swoją mamę. Właśnie, ja też powinnam odwiedzić rodziców, ale najpierw przywrócić im pamięć. Pamiętam jak rzucałam na nich zaklęcie zapomnienia. Głosik w środku podpowiadał mi żebym tego nie robiła, ale też chciałam, by byli na maksa bezpieczni.
- Siemka – z rozmyślenia wyrwał mnie głos Rona, a że leżę bokiem, przodem do ściany to go nie widziałam
- Hej – odwróciłam się – skąd wiesz, że nie śpię? – był w trakcie ubierania koszuli, przez co zobaczyłam jego klatę, nie powiem, miał co pokazać, ciekawe kiedy ćwiczył, ewentualnie przyspieszył rozbudowę tkanki mięśniowej jakimś zaklęciem. W każdym razie podobała mi się.
- Wychyliłem się, żeby hmm… Cię pocałować – powiedział to tak szybko jakby się bał, że mu coś za to zrobię – ale miałaś otwarte oczy, więc tak jakby odskoczyłem – O ja, on chciał mnie pocałować!!! Poczułam nagły wzrost miłości, aż sama się zdziwiłam, ale wstałam i go pocałowałam, oddał pocałunek, a potem obydwoje się zawstydziliśmy i poszłam ogarnąć się do łazienki.
Przeniosłam tu czarami swoją szafę. Wybrałam mugolską, czarną letnią, sukienkę z powodu dzisiejszego pogrzebu i ciepła jakie teraz panowało na dworze. Ktoś zapukał, krzyknęłam, że za chwilę wyjdę. Przeczesałam swoje krótkie włosy i otwarłam drzwi. Stała za nimi Ginny. Miałam straszną chęć powiedzenia jej o porannym wydarzeniu z Ronem ( w końcu to moja przyjaciółka ), ale stwierdziłam, że to jego siostra i może nie chce wiedzieć takich szczegółów.
- O hej, już wstałaś? – spytałam
- Tak, chyba już wszyscy się obudzili – powiedziała
- Jak z mojej winy to przepraszam
- Nie no, jak już to z winy Rona, bo jak szedł do łazienki to przewrócił dzban ze stołu i on spadł i się rozbił. Ale w ogóle Rona to nie przejęło. Już to naprawił reparem, a teraz chodzi jakiś taki wesoły.
Uśmiechnęłam się tylko i poszłam do pokoju. Zastałam tam myjących zęby Rona, Georga i Percy’ego, którzy próbowali wytłumaczyć mi, że Harry jest w łazience, ale udałam, że nic nie rozumiem, bo  mają pasty w gębach.  Łóżko pani Weasley miało zasłoniętą kotarę, więc pewnie się przebiera. Pomysłowo. Po godzinie doprowadzeni do ładu i składu zeszliśmy na śniadanie. Tam czekała na nas niespodzianka, bo przyjechali Billy z Fleur i Charlie. Nie byli zbyt weseli z powodu Freda. Zresztą nikt nie był tu wesoły. Przy stołach dużo ludzi płakało i byli pocieszani przez swoich mężów, żony, dzieci.
Wczorajszy wywiad chyba dobrze nam poszedł, bo niektórzy gratulowali nam, że w tak młodym wieku zabiliśmy i przejrzeliśmy Voldemorta na wylot.  Pod koniec śniadanka, które jak zwykle było niesamowicie dobre, profesor McGonagall poinformowała, że pogrzeb będzie miał miejsce o godzinie dwunastej. Także mieliśmy jeszcze trochę czasu. Rodzice Rona dzisiaj nie byli już tak załamani, nie wiem czy to przez to, że już pogodzili się ze stratą Freda, czy dlatego że właśnie pocieszali innych swoich znajomych, którzy kogoś stracili i chcieli być dla nich silni. Najgorsze jest to, że jeszcze dokładnie nie wiedzieliśmy ile czarodziejów zostało zabitych i czy jest więcej trupów z obecnych uczniów naszej szkoły. Dowiemy się dopiero na pogrzebie. Wiem, że zginął Vincent Crabbe, mam nadzieję, że nikt więcej. Do wczoraj trwały poszukiwania ciał w Hogwarcie. Z tego co wiem większość pojedynków miała miejsce w salach lekcyjnych i zwykle jeden przeżywał z małymi obrażeniami, a ciało zostawił. Harry chciał pomóc z szukaniem i wymyślił, że może Mapa Huncwotów działa na zmarłych, ale sprawdził z Fredem, który leżał w skrzydle szpitalnym, czy działa, no i okazało się, iż nie działa. Między śniadaniem, a uroczystością chowania zmarłych z innymi zamieniłam kilka mało ważnych zdań typu: Trzymaj się, Ron; Nie ma co już płakać, pani Weasley; a Harry do mnie w drodze: Hermiona, usiądźmy gdzieś z tyłu, bo wiesz, jesteśmy rozpoznawalni i nie chce już żadnych wywiadów.
Hm, wszystko jest tak podobne do pogrzebu Dumbledora, że można pomyśleć, że cofnęliśmy się w czasie. Dekoracje z kwiatów.  Duża ilość krzesełek z miejscem na środku służąca do przejścia tej całej pogrzebowej szopki. Jesteśmy po lewej stronie błoni Hogwartu za rządem drzew, przy grobie Dumbledora, obok niego są miejsca na nowe pomniki. Są wszystkie ważne osobistości świata czarodziejów. Nie zabrakło też przedstawicieli uczniów, pomimo  tego, że od kilku dni mają wcześniejsze wakacje. Oczywiście wszędzie plączą się redaktorzy i fotoreporterzy. Usiedliśmy z Harrym w przedostatnim rzędzie krzesełek. Między dwoma płaczącymi kobietami. Państwo Weasley poszli na przód i z tego co widzę są w trzecim rzędzie. Punktualnie o dwunastej rozbrzmiała tradycyjna czarodziejska piosenka, która miała dać zmarłym szczęście, gdziekolwiek byli. No, to zaczęła się szopka. Grzebacze ubrani na brązowo różdżkami nieśli po kolei ciała obok siebie, tak jak my kiedyś Snape’a wynosiliśmy z bijącej wierzby. Moment ten był tak smutny, że wszyscy się rozkleili. Nawet Harry i ja. Zauważyłam, że nawet kamerzystą pociekły łzy. Ciała wreszcie zostały usadowione w trumnach.  Profesor Minerwa po jakiś kilku minutach wygłosiła mowę i wymieniła nazwiska wszystkich zmarłych, trochę to trwało bo naliczyłam sześćdziesiąt parę osób. Z Ravenclaw były dwie dziewczyny i jeden chłopak, na których jak to wyjaśniła profesor, ktoś rzucił tak mocne crucio, że im serca nie wytrzymały. Colin Creevey, który chodził za Harry’m z aparatem też nie żyje. Zrobiło nam się smutno. Poległo też kilku śmierciożerów, a większość nieżywych to jacyś dorośli, którzy deportowali się w pobliże zamku „pomóc” zabić fanów Czarnego Pana, ale im nie wyszło, no i te kilka osób z Zakonu Feniksa nieżyje. Później był czas przemowy rodzin zmarłych, ale tak wszyscy płakali, że grzebacze postanowili po prostu włożyć już te trumny do ziemi. Zasypali je jednym machnięciem różdżki. A potem zgodnie z tradycją najstarszy członek obecny z rodziny miał wyczarować nagrobek. Jakoś wszyscy się uspokoili i zostały utworzone nagrobki. Uryczeni wróciliśmy do dormitorium. Później, gdy już tylko w milczeniu siedzieliśmy bądź leżeliśmy, wszedł do pokoju Hagrid.
- Dzień dobry – nieśmiało wydukał
- Witaj – odpowiedział Ron, który siedział na fotelu znudzony rozpaczą
Podniosłam wzrok na Hagrida. Trzymał wielką tacę z jedzeniem.
- Nie widziałem was na obiedzie, więc postanowiłem wziąć trochę – powiedział, kładąc tacę na stół do odrabiania lekcji
- Dziękujemy Ci – powiedziała Molly, zapraszając gestem wszystkich do stołu – usiądź z nami- to było do półolbrzyma
Dobrze jest mieć takiego przyjaciela, z tego wszystkiego zapomnieliśmy o jedzeniu. Na obiad była jakaś nowość. Hagrid wyjaśnił nam, że to schabowy, czyli polski przysmak. Dobre było.
- no to zaczynacie wakacje – oznajmił Hagrid, rozgryzając marchewkę
- oj, przydadzą się- powiedział Harry
Kompletnie zapomniałam o szkole, cały rok nie mieliśmy z nią do czynienia. Ciekawe co dalej. Nawet do końca nie wiemy, gdzie będziemy pracować. Nie zdaliśmy egzaminów. Zresztą nie tylko my.

- Właśnie- zaczął tata Rona - korzystając z okazji, że jesteśmy razem, jak wszyscy dobrze wiemy Nora spłonęła. Razem z Molly dotychczas mieszkaliśmy u jej rodziców. Harry i Hermiona na razie chyba nie macie innego wyboru, musicie u nas zamieszkać. Postanowiłem kupić dom na przedmieściach Londynu, jest to dzielnica, gdzie mieszka sporo czarodziejów. Każdy z was na pewno w okolicy znajdzie swojego znajomego. Wszystkim się tam spodoba.

hej, no to rozdział oczami Hermiony, co o nim sądzicie? Wilczyco i Dorcio :) heheheh

środa, 10 lipca 2013

2 rozdział ( cały )

Mam nadzieję, że ten rozdział jest mniej nudny, później będzie jeszcze lepiej. :)

10.07.2013
II rozdział
Wreszcie

     Harremu spało się nadzwyczaj dobrze, nic mu się  nie śniło, blizna też nie dawała o sobie znać. Uśmiechnął się, otwierając oczy. Zobaczył śpiących przyjaciół i rodzinę Rona. Spojrzał na swoje łóżko i okno, na którym często siadał jak uczył się w Hogwarcie. Luknął przez  okno, zobaczył chatkę Hagrida, w której paliło się światło, a obok grób Dumbledora. Zrobiło mu się ciepło na sercu, że przynajmniej Hagrid żyje. Sprawdził godzinę na zegarku od rodziców Rona na siedemnaste urodziny. Była 9:34 rano. Usiadł na parapecie przy oknie, na którym ledwie się mieścił. Nie myślał o niczym. Pierwszy raz czuł się tak wolny. Przepełniał go wewnętrzy spokój. Dziwne uczucie. Pomyślał.                                                                                                                                                                                                
Ron też się obudził, na powitanie walnął do Harrego wielki uśmiech. Reszta smacznie spała. Nie prędko się obudzą. Przyjaciele, więc ubrali się, skorzystali z łazienki i poszli się przejść po zamku. Kręciło się wiele ludzi, bo jak to napotkana po drodze Luna Lovegood stwierdziła: info o końcu Voldka się rozeszło. A mianowicie kręcili się ludzie dojeżdżający na pogrzeb, redaktorzy gazet, fotoreporterzy i wszelkie ekipy z tym związane. Jeden jakiś dziennikarz podbiegł do Harrego, ale coś powiedział i sznurowadła u butów gościa związały się i wyłożył się na twardą posadzkę.
Ron wybuchnął śmiechem, a potem powiedział:
- Oni chcą żebyś dał im wywiad, może zrobisz to dziś, bo jutro pogrzeb i pewnie znowu będzie uroczysty obiad, co Harry? Wiem,  że nie lubisz mówić publicznie, ale ja mam dosyć różnych plotek. Powiesz raz i skończą Cię maltretować.
- Tak, chyba tak, dzisiaj powiemy wszystko, przynajmniej później będziemy  mieli spokój. Tak, uważam że powinniśmy to powiedzieć razem, w sensie  ja, ty i Hera, no i nasi koledzy, którzy walczyli.
- Jak uważasz. W ogóle nadal nie mogę uwierzyć w to, że pokonaliśmy hheheheh Voldka.
Szli jeszcze przez wszystkie piętra, wchodzili do różnych klas i w zakamarki, bez strachu, że któryś z profesorów odejmie punkty ich domowi. Wspominali różne zdarzenia. Na schodach w drodze powrotnej spotkali Dracona. Wyglądał jak mysz. Spłoszony i przerażony. W końcu też stracił przyjaciół.
- Przepraszam i dziękuje za wczoraj – powiedział zbyt cicho jak na niego
- spoko… eee nie ma za co – nie wiedzieli co odpowiedzieć przyjaciele
- jest, zginął bym pewnie ze trzy razy wczoraj, gdyby nie wy i Hermiona oczywiście, zawdzięczam wam życie, chociaż nie wiem czy chcę żyć.
- trzymaj się Draco.
Rozeszli się każdy w swoją stronę.
- hahahahhaha – wyglądał jak jakaś dziewczyna, której chłopak dał kosza – stwierdził Ron
- Ty  to masz porównania
- a tak na serio, napisz ogłoszenia na ścianach, że dzisiaj powiesz im wszystko
- Ron daj z tym spokój, później o tym pomyślę i nie ja tylko my powiemy
- No bo chodzi mi o to, że łazimy teraz po całej szkole, więc możesz to napisać
Wkurzony Harry wyciągnął różdżkę, powiedział nasotio i zaczął pisać nią po ścianie.

Dzisiaj o 16:00 w Wielkiej Sali odbędzie się rozmowa i wywiad z Harrym Potterem – jak udało mu się wygrać z Voldemortem. Pozdrawiam
Harry Potter
- Zadowolony? – żachnął się Harry
- Bardzo, chyba nie chcesz żeby Cię męczyli przez całe życie? Tak w ogóle to ale se wlewasz: „Jak udało mu się wygrać z Voldemortem”.
- Tylko chciałem Cię wkurzyć i zmienił treść ogłoszenia
Dzisiaj o 16:00 w Wielkiej Sali odbędzie się rozmowa i wywiad z Harrym Potterem i jego przyjaciółmi – jak udało im się wygrać z Voldemortem. Pozdrawiam Harry Potter

Harry jeszcze to ogłoszenie napisał w paru innych widocznych miejscach Hogwartu, po czym wrócili. Dormitorium, żeby wszyscy się zmieścili było magicznie powiększone. Zwykle mieściło się tam pięć łóżek, teraz jedenaście. A oprócz tego wszystko wyglądało tak jak kiedyś. Ściany pomalowane na ciemno czerwono, różne obrazy przedstawiające chłopców w tym pokoju, łóżka z zasuwanymi kotarami na około oraz kilka szaf, też z zaklęciem powiększenia tak w razie czego. Teraz wszyscy byli już obudzeni i prawie ogarnięci. Prawie, bo pan Weasley czekał w piżamie aż z łazienki wyjdzie jego żona, dziewczyny się czesały, a Percy, który wpadł wczoraj do pokoju wspólnego w czasie wyjaśnień trójki przyjaciół, próbował przebrać się czarami, lecz nie udało mu się to i miał na sobie strój syrenki. Zostawili to bez komentarza, jednak Ginny zaśmiała się pod nosem. Ron  powiedział o ogłoszeniach Harry’ego, wszyscy pochwalili ten pomysł.
Śniadanie było jak zawsze smakowite. Pudding, świeżo zrobione drożdżówki i tosty z różnymi kiełbaskami Harry’emu, Ronowi i Hermionie wszystko bardzo smakowało i jedli, aż im się uszy trzęsły. W końcu od roku nic prawie nie jedli na śniadania. Na posiłek zeszło się dużo czarodziejów, na tyle że musieli wyczarować jeszcze dwa stoły.  Wiele ludzi przyjechało na pogrzeb.
Przez całe śniadanie Ginny znacząco zerkała na Harry’ego, a on na nią, więc po śniadaniu w drodze powrotnej wziął ją za rękę i wyszli na zewnątrz. Był czerwiec, soczysta trawa, kwitnące rośliny. Usiedli pod drzewem. Pierwsze co zrobił Harry to gorąco ją pocałował, a Ginny odwzajemniła pocałunek z tą samą zawziętością.
- Cieszę się, że to już koniec waszej misji. Wreszcie Cię odzyskałam
Znowu się pocałowali. Ginny mówiła dalej:
- Fajnie, że zabiłeś Voldemorta i że sam nie zginąłeś
- Wiesz jak ja się za Tobą stęskniłem, cały czas o Tobie, o nas myślałem.
-A ja się zastanawiałam nad tym czy już o mnie zapomniałeś.
- Nigdy o Tobie nie zapomnę, kurde ja Cię KOCHAM
I znowu się dość namiętnie pocałowali.
- Słuchaj, przykro mi z powodu Freda, Boże, tylu ludzi przeze mnie zginęło. – ciągnął Harry
- Nie przejmuj się tak, ja wierze,  że ludziom po śmierci jest lepiej, najbardziej jednak martwię się o mamę, ona się strasznie bała, że straci któregokolwiek z nas, pamiętasz jej bogina?
- Pamiętam, wszyscy tam leżeliśmy
- Moja mama ma za dwa tygodnie urodziny, może zrobimy jej przyjęcie niespodziankę? – powiedziała Ginny
- Pewnie, że tak, trzeba wszystkim powiedzieć, Twoja mama na pewno się ucieszy.
- Harry, to jest też Twoja i Hermiony mama i możecie do niej tak mówić
- Nie wiem czy, a nieważne…. – nie dokończył myśli Harry.
- Ej, patrz!!! – powiedziała Ginny i wskazała palcem na wierzbę bijącą.
Była tam cała rodzina Rona, przylecieli nawet Bill i Fleur. Ron i Hermiona rozmawiali. Najwyraźniej chcieli gdzieś iść, bo rzucili coś w stylu: „To my idziemy” i poszli w inną stronę.
- Ale się porobiło, co nie Harry? – spytała Ginny
- oj tak, zawsze wiedziałem, że z tych ich kłótni coś kiedyś wyjdzie  – powiedział zadowolony Harry
- Idą nad staw razem, jesteś za, żeby ich śledzić?
- Ty i te twoje szalone pomysły, dobra chodźmy.

- Ej, Harry, schowajmy się za tamtym krzakiem
Hermiona i Ron stanęli nad jeziorem naprzeciwko siebie. Słońce ogrzewało ich swoimi wiosennymi promieniami, w końcu był początek maja. Najwyraźniej dobrze im się rozmawiało, byli szczęśliwi. Podglądacze uśmiechnęli się do siebie. Ron zaczął popisywać się jakimś sucharem, jak to stwierdziła Ginny, a Hermiona zrobiła gwiazdę. Później wyczarowali piłkę i nią grali. Ginny chyba się znudziło to gapienie się na nich:
- Chodź się do nich przejdziemy- wybrała dobry moment, bo Ron chwycił Hermione i chciał ją pocałować, ale zauważył idących przyjaciół, więc się odsunął od dziewczyny.
- ooo, cześć, my właśnie z Ronem, yyyyy… - Hermiona nie wiedziała co powiedzieć
- pomyśleliśmy, że trzeba przejść się do Hagrida- dokończył Ron
- taa… my właśnie też tak stwierdziliśmy - powiedziała Ginny, a Harry powstrzymywał śmiech
Tak więc, po tej niezręcznej sytuacji poszli zobaczyć co u ich dużego przyjaciela. Zwątpili w to czy jest w domu, bo zwykle było go słychać już z daleka jak przygotowywał śniadanie. Luknęli przez okno i zobaczyli Go siedzącego przy stole i pochłoniętego w czytanie gazety, która po wejściu do chatki okazała się być Prorokiem Codziennym. Hagrid pokazał im artykuł: Czy to koniec Voldemorta, czy to tylko pozory? Pod nim wypowiadali się różni czarodzieje ( gdy dotknęło się różdżką zdjęcia to odpalał się jakby film i człowiek na nim zaczynał gadać i się ruszać ). Niektórzy nie wierzyli, iż to koniec Voldemorta , a inni dziękowali Harry’emu za wybawienie świata czarodziejów od tego czarnoksiężnika. Wśród nich był Neville Longbottom, który mówił, że widział jak go Harry zabija. Był pewny swojego zdania i się nie bał z czego cała piątka była dumna.
- Słuchajcie, w tym wywiadzie nie możecie zapomnieć o żadnych szczegółach, pamiętajcie, by powiedzieć o horkruksach – poradził Hagrid
- Wiemy, chociaż myślałam też nad tym żebyśmy spisali to co mamy powiedzieć i w sumie już spisałam – przyznała się Hermiona
- Kiedy ty masz czas na takie rzeczy? Dobrze, by było żeby te nasze „przemowy” dotarły do ludzi i każdy, bez wyjątku uwierzył, że go nie ma – dodał Ron
W tym czasie Ginny oglądała wszystkie dziwne przedmioty w pokoju, w którym się znajdowali, a było ich wiele. Począwszy od martwych ryb i różnych robaków w dość potężnych koszach, a kończąc na kolorowych piłkach. Harry widząc, że Ginny obserwuje z dziwną miną, wyjaśnił jej, że to do karmienia i bawienia się ze zwierzętami, które Hagrid  bardzo kochał. Harry myśląc, że nikt nie zauważy, bo Ron, Hera i Hagrid zawzięcie gadali o godach smoków w Irlandii, lekko pocałował Ginny. Niestety Ron krzyknął gorzko, gorzko , a Hagrid się spytał:
- to wy teraz ten tego?-
na to Ginny
- no chyba tak –
Harry stwierdził, że poinformuje też o Rudzielcu i Herze
- Oni też ze sobą ten tego – i skinął na nich, oboje się zarumienili, a Hagrid gwizdnął i stwierdził
- no, to widzę, że się ciekawie zrobiło, kurczę, ale wy urośliście, pamiętam jak pierwszy raz do mnie przyszliście, to wtedy z was były takie dzieci, hhehehheh
Po wyjściu od Hagrida wszyscy byli w świetnych humorach, gdy szli do zamku to jakiś człowiek z kamerą i mikrofonem przybiegł do nich i spytał:
- Dzień dobry, Panie Potter i Twoi przyjaciele, czy to prawda, Panie Potter, że udzieli pan wywiadu
- Taa, prawda..
Człowiek poszedł ucieszony, że zdobył takie informacje, a Harry powiedział:
- Prawie o tym zapomniałem – powiedział Harry do przyjaciół
- Powiem Ci szczerze, że ja też – Hermiona dodała
- Chyba musimy częściej chodzić do Hagrida, bo zapominamy o problemach – odezwała się Ginny
Nagle ich różdżki wyleciały z kieszeni. Próbowali je złapać, ale stanęły jakieś dwie stopy przed swoim właścicielem. Zaświeciły się i wypuściły napis: Ja tu jestem i czekam na Ciebie w Wielkiej sali. Obiad. Po czym różdżki wróciły na swoje miejsca, czyli zwykle kieszenie w spodniach. Wszyscy przyjaciele mieli buzie szeroko otwarte. Ron się odezwał:
- Tego jeszcze nie było, normalnie szok.

Po obiedzie wszyscy udali się na wywiad, który przebiegł bez większych problemów. Przyszedł też sam profesor Slughorn, który wyjaśnił naukowo o co chodzi z horkruksami, za co Hermiona była mu wdzięczna, bo to ona miała się tym zająć.

jeśli ktoś przeczytał to proszę, skomentujcie :D heheheh


1 rozdział , mam nadzieje że fajny chociaż chyba dalej będzie lepiej :) ( zawsze pierwsze rozdziały są nudne )

10.07.2013
Harry Potter i życie
I rozdział
Koniec i początek
Wszyscy patrzyli na Harrego – pokonał Voldemorta. Chłopak cieszył się, że zabił swojego wroga, lecz wyczuwał okropne uczucie straty Freda, brata jego przyjaciela Rona no i oczywiście  Tonks i Lupina, którzy osierocili swoje dziecko. Było mu żal wszystkich ludzi, którzy leżeli w Wielkiej Sali. Wszyscy walczyli w Bitwie o Hogwart z Voldemortem, by mu pomóc. Jednak życie przyzwyczaiło go do śmierci ludzi których kochał. Gdyby nie krążąca w powietrzu śmierć,  Harry skakałby z radości jaką dała mu całkowita ucieczka od obawiania się Tego, Którego Imienia Nie Było Można Wymawiać. Wiedział, że wreszcie zacznie normalne życie. Podszedł do Weasleyów i Hermiony, którzy opłakiwali ciało Freda, uśmiechnęli się do niego przez łzy. Stanął, ale nie wytrzymał i płacz zalał jego twarz. Ginny objęła go. W tym momencie przyszła profesor McGonnagall, która ogłosiła:
- Voldemort nie żyje, Harry naprawdę bardzo ci wszyscy dziękujemy. Zdecydowałam z innymi nauczycielami, że pogrzeb zmarłych odbędzie się za trzy dni, w piątek. Wszystkich pochowamy obok Dumbledora. To co zostało z Voldemorta zniszczymy. Nie wiem co mam powiedzieć, wszystkim wam bardzo współczuje, jest mi przykro.
Harry zauważył, że po policzku popłynęły jej łzy, lecz kontynuowała:
- Skrzaty zrobiły nam posiłek, więc zapraszam do Pokoju Życzeń na siódmym piętrze.
Poszli. Najpierw po schodach. Wszędzie widzieli szkody wyrządzone w bitwie. Profesorzy po drodze wszystko naprawiali: obrazy, odłamki szaf składali w całość. W prawo, lewo i dotarli na miejsce. Czekały na nich odświętne stoły zastawione pysznymi przysmakami. Czarodzieje szybko zjedli, wcześniej nawet nie czuli głodu. Profesor Flitwick wstał:
- Chciałem tylko powiedzieć,  że wszyscy możecie do piątku zamieszkać w Hogwarcie w dormitoriach dzieci.
Tak więc czarodzieje rozeszli się do domów, w których kiedyś spędzali bardzo dużo czasu. Weasleye, Harry i Hermiona poszli do wspólnego pokoju Gryffindoru. Za nimi powlekli się też ich przyjaciele i nauczyciele. Gruba Dama sama się otworzyła, nie pytając o hasło. Czarodzieje usiedli na czerwonych fotelach, każdy pogrążony we własnych myślach. Harry widział i jego przyjaciele poświęcili dla niego. Było mu naprawdę ciężko. Tata Rona przerwał ciszę pytaniem zadanym trójce przyjaciół:
-Może opowiecie nam co robiliście przez ten rok i jaką misje powierzył wam Dumbledor?

Opowiedzieli wszystkim czego szukali, co przeżyli. Harry powiedział jeszcze rozmowę z Dumbledorem w „Przystanku”. Kiedy skończyli mówić dochodziła trzecia nad ranem, dlatego od razu poszli spać do wolnych dormitoriów. Oczywiście Weasleye, Harry i Hermiona, weszli do starego pokoju Harrego i Rona.