środa, 10 lipca 2013

2 rozdział ( cały )

Mam nadzieję, że ten rozdział jest mniej nudny, później będzie jeszcze lepiej. :)

10.07.2013
II rozdział
Wreszcie

     Harremu spało się nadzwyczaj dobrze, nic mu się  nie śniło, blizna też nie dawała o sobie znać. Uśmiechnął się, otwierając oczy. Zobaczył śpiących przyjaciół i rodzinę Rona. Spojrzał na swoje łóżko i okno, na którym często siadał jak uczył się w Hogwarcie. Luknął przez  okno, zobaczył chatkę Hagrida, w której paliło się światło, a obok grób Dumbledora. Zrobiło mu się ciepło na sercu, że przynajmniej Hagrid żyje. Sprawdził godzinę na zegarku od rodziców Rona na siedemnaste urodziny. Była 9:34 rano. Usiadł na parapecie przy oknie, na którym ledwie się mieścił. Nie myślał o niczym. Pierwszy raz czuł się tak wolny. Przepełniał go wewnętrzy spokój. Dziwne uczucie. Pomyślał.                                                                                                                                                                                                
Ron też się obudził, na powitanie walnął do Harrego wielki uśmiech. Reszta smacznie spała. Nie prędko się obudzą. Przyjaciele, więc ubrali się, skorzystali z łazienki i poszli się przejść po zamku. Kręciło się wiele ludzi, bo jak to napotkana po drodze Luna Lovegood stwierdziła: info o końcu Voldka się rozeszło. A mianowicie kręcili się ludzie dojeżdżający na pogrzeb, redaktorzy gazet, fotoreporterzy i wszelkie ekipy z tym związane. Jeden jakiś dziennikarz podbiegł do Harrego, ale coś powiedział i sznurowadła u butów gościa związały się i wyłożył się na twardą posadzkę.
Ron wybuchnął śmiechem, a potem powiedział:
- Oni chcą żebyś dał im wywiad, może zrobisz to dziś, bo jutro pogrzeb i pewnie znowu będzie uroczysty obiad, co Harry? Wiem,  że nie lubisz mówić publicznie, ale ja mam dosyć różnych plotek. Powiesz raz i skończą Cię maltretować.
- Tak, chyba tak, dzisiaj powiemy wszystko, przynajmniej później będziemy  mieli spokój. Tak, uważam że powinniśmy to powiedzieć razem, w sensie  ja, ty i Hera, no i nasi koledzy, którzy walczyli.
- Jak uważasz. W ogóle nadal nie mogę uwierzyć w to, że pokonaliśmy hheheheh Voldka.
Szli jeszcze przez wszystkie piętra, wchodzili do różnych klas i w zakamarki, bez strachu, że któryś z profesorów odejmie punkty ich domowi. Wspominali różne zdarzenia. Na schodach w drodze powrotnej spotkali Dracona. Wyglądał jak mysz. Spłoszony i przerażony. W końcu też stracił przyjaciół.
- Przepraszam i dziękuje za wczoraj – powiedział zbyt cicho jak na niego
- spoko… eee nie ma za co – nie wiedzieli co odpowiedzieć przyjaciele
- jest, zginął bym pewnie ze trzy razy wczoraj, gdyby nie wy i Hermiona oczywiście, zawdzięczam wam życie, chociaż nie wiem czy chcę żyć.
- trzymaj się Draco.
Rozeszli się każdy w swoją stronę.
- hahahahhaha – wyglądał jak jakaś dziewczyna, której chłopak dał kosza – stwierdził Ron
- Ty  to masz porównania
- a tak na serio, napisz ogłoszenia na ścianach, że dzisiaj powiesz im wszystko
- Ron daj z tym spokój, później o tym pomyślę i nie ja tylko my powiemy
- No bo chodzi mi o to, że łazimy teraz po całej szkole, więc możesz to napisać
Wkurzony Harry wyciągnął różdżkę, powiedział nasotio i zaczął pisać nią po ścianie.

Dzisiaj o 16:00 w Wielkiej Sali odbędzie się rozmowa i wywiad z Harrym Potterem – jak udało mu się wygrać z Voldemortem. Pozdrawiam
Harry Potter
- Zadowolony? – żachnął się Harry
- Bardzo, chyba nie chcesz żeby Cię męczyli przez całe życie? Tak w ogóle to ale se wlewasz: „Jak udało mu się wygrać z Voldemortem”.
- Tylko chciałem Cię wkurzyć i zmienił treść ogłoszenia
Dzisiaj o 16:00 w Wielkiej Sali odbędzie się rozmowa i wywiad z Harrym Potterem i jego przyjaciółmi – jak udało im się wygrać z Voldemortem. Pozdrawiam Harry Potter

Harry jeszcze to ogłoszenie napisał w paru innych widocznych miejscach Hogwartu, po czym wrócili. Dormitorium, żeby wszyscy się zmieścili było magicznie powiększone. Zwykle mieściło się tam pięć łóżek, teraz jedenaście. A oprócz tego wszystko wyglądało tak jak kiedyś. Ściany pomalowane na ciemno czerwono, różne obrazy przedstawiające chłopców w tym pokoju, łóżka z zasuwanymi kotarami na około oraz kilka szaf, też z zaklęciem powiększenia tak w razie czego. Teraz wszyscy byli już obudzeni i prawie ogarnięci. Prawie, bo pan Weasley czekał w piżamie aż z łazienki wyjdzie jego żona, dziewczyny się czesały, a Percy, który wpadł wczoraj do pokoju wspólnego w czasie wyjaśnień trójki przyjaciół, próbował przebrać się czarami, lecz nie udało mu się to i miał na sobie strój syrenki. Zostawili to bez komentarza, jednak Ginny zaśmiała się pod nosem. Ron  powiedział o ogłoszeniach Harry’ego, wszyscy pochwalili ten pomysł.
Śniadanie było jak zawsze smakowite. Pudding, świeżo zrobione drożdżówki i tosty z różnymi kiełbaskami Harry’emu, Ronowi i Hermionie wszystko bardzo smakowało i jedli, aż im się uszy trzęsły. W końcu od roku nic prawie nie jedli na śniadania. Na posiłek zeszło się dużo czarodziejów, na tyle że musieli wyczarować jeszcze dwa stoły.  Wiele ludzi przyjechało na pogrzeb.
Przez całe śniadanie Ginny znacząco zerkała na Harry’ego, a on na nią, więc po śniadaniu w drodze powrotnej wziął ją za rękę i wyszli na zewnątrz. Był czerwiec, soczysta trawa, kwitnące rośliny. Usiedli pod drzewem. Pierwsze co zrobił Harry to gorąco ją pocałował, a Ginny odwzajemniła pocałunek z tą samą zawziętością.
- Cieszę się, że to już koniec waszej misji. Wreszcie Cię odzyskałam
Znowu się pocałowali. Ginny mówiła dalej:
- Fajnie, że zabiłeś Voldemorta i że sam nie zginąłeś
- Wiesz jak ja się za Tobą stęskniłem, cały czas o Tobie, o nas myślałem.
-A ja się zastanawiałam nad tym czy już o mnie zapomniałeś.
- Nigdy o Tobie nie zapomnę, kurde ja Cię KOCHAM
I znowu się dość namiętnie pocałowali.
- Słuchaj, przykro mi z powodu Freda, Boże, tylu ludzi przeze mnie zginęło. – ciągnął Harry
- Nie przejmuj się tak, ja wierze,  że ludziom po śmierci jest lepiej, najbardziej jednak martwię się o mamę, ona się strasznie bała, że straci któregokolwiek z nas, pamiętasz jej bogina?
- Pamiętam, wszyscy tam leżeliśmy
- Moja mama ma za dwa tygodnie urodziny, może zrobimy jej przyjęcie niespodziankę? – powiedziała Ginny
- Pewnie, że tak, trzeba wszystkim powiedzieć, Twoja mama na pewno się ucieszy.
- Harry, to jest też Twoja i Hermiony mama i możecie do niej tak mówić
- Nie wiem czy, a nieważne…. – nie dokończył myśli Harry.
- Ej, patrz!!! – powiedziała Ginny i wskazała palcem na wierzbę bijącą.
Była tam cała rodzina Rona, przylecieli nawet Bill i Fleur. Ron i Hermiona rozmawiali. Najwyraźniej chcieli gdzieś iść, bo rzucili coś w stylu: „To my idziemy” i poszli w inną stronę.
- Ale się porobiło, co nie Harry? – spytała Ginny
- oj tak, zawsze wiedziałem, że z tych ich kłótni coś kiedyś wyjdzie  – powiedział zadowolony Harry
- Idą nad staw razem, jesteś za, żeby ich śledzić?
- Ty i te twoje szalone pomysły, dobra chodźmy.

- Ej, Harry, schowajmy się za tamtym krzakiem
Hermiona i Ron stanęli nad jeziorem naprzeciwko siebie. Słońce ogrzewało ich swoimi wiosennymi promieniami, w końcu był początek maja. Najwyraźniej dobrze im się rozmawiało, byli szczęśliwi. Podglądacze uśmiechnęli się do siebie. Ron zaczął popisywać się jakimś sucharem, jak to stwierdziła Ginny, a Hermiona zrobiła gwiazdę. Później wyczarowali piłkę i nią grali. Ginny chyba się znudziło to gapienie się na nich:
- Chodź się do nich przejdziemy- wybrała dobry moment, bo Ron chwycił Hermione i chciał ją pocałować, ale zauważył idących przyjaciół, więc się odsunął od dziewczyny.
- ooo, cześć, my właśnie z Ronem, yyyyy… - Hermiona nie wiedziała co powiedzieć
- pomyśleliśmy, że trzeba przejść się do Hagrida- dokończył Ron
- taa… my właśnie też tak stwierdziliśmy - powiedziała Ginny, a Harry powstrzymywał śmiech
Tak więc, po tej niezręcznej sytuacji poszli zobaczyć co u ich dużego przyjaciela. Zwątpili w to czy jest w domu, bo zwykle było go słychać już z daleka jak przygotowywał śniadanie. Luknęli przez okno i zobaczyli Go siedzącego przy stole i pochłoniętego w czytanie gazety, która po wejściu do chatki okazała się być Prorokiem Codziennym. Hagrid pokazał im artykuł: Czy to koniec Voldemorta, czy to tylko pozory? Pod nim wypowiadali się różni czarodzieje ( gdy dotknęło się różdżką zdjęcia to odpalał się jakby film i człowiek na nim zaczynał gadać i się ruszać ). Niektórzy nie wierzyli, iż to koniec Voldemorta , a inni dziękowali Harry’emu za wybawienie świata czarodziejów od tego czarnoksiężnika. Wśród nich był Neville Longbottom, który mówił, że widział jak go Harry zabija. Był pewny swojego zdania i się nie bał z czego cała piątka była dumna.
- Słuchajcie, w tym wywiadzie nie możecie zapomnieć o żadnych szczegółach, pamiętajcie, by powiedzieć o horkruksach – poradził Hagrid
- Wiemy, chociaż myślałam też nad tym żebyśmy spisali to co mamy powiedzieć i w sumie już spisałam – przyznała się Hermiona
- Kiedy ty masz czas na takie rzeczy? Dobrze, by było żeby te nasze „przemowy” dotarły do ludzi i każdy, bez wyjątku uwierzył, że go nie ma – dodał Ron
W tym czasie Ginny oglądała wszystkie dziwne przedmioty w pokoju, w którym się znajdowali, a było ich wiele. Począwszy od martwych ryb i różnych robaków w dość potężnych koszach, a kończąc na kolorowych piłkach. Harry widząc, że Ginny obserwuje z dziwną miną, wyjaśnił jej, że to do karmienia i bawienia się ze zwierzętami, które Hagrid  bardzo kochał. Harry myśląc, że nikt nie zauważy, bo Ron, Hera i Hagrid zawzięcie gadali o godach smoków w Irlandii, lekko pocałował Ginny. Niestety Ron krzyknął gorzko, gorzko , a Hagrid się spytał:
- to wy teraz ten tego?-
na to Ginny
- no chyba tak –
Harry stwierdził, że poinformuje też o Rudzielcu i Herze
- Oni też ze sobą ten tego – i skinął na nich, oboje się zarumienili, a Hagrid gwizdnął i stwierdził
- no, to widzę, że się ciekawie zrobiło, kurczę, ale wy urośliście, pamiętam jak pierwszy raz do mnie przyszliście, to wtedy z was były takie dzieci, hhehehheh
Po wyjściu od Hagrida wszyscy byli w świetnych humorach, gdy szli do zamku to jakiś człowiek z kamerą i mikrofonem przybiegł do nich i spytał:
- Dzień dobry, Panie Potter i Twoi przyjaciele, czy to prawda, Panie Potter, że udzieli pan wywiadu
- Taa, prawda..
Człowiek poszedł ucieszony, że zdobył takie informacje, a Harry powiedział:
- Prawie o tym zapomniałem – powiedział Harry do przyjaciół
- Powiem Ci szczerze, że ja też – Hermiona dodała
- Chyba musimy częściej chodzić do Hagrida, bo zapominamy o problemach – odezwała się Ginny
Nagle ich różdżki wyleciały z kieszeni. Próbowali je złapać, ale stanęły jakieś dwie stopy przed swoim właścicielem. Zaświeciły się i wypuściły napis: Ja tu jestem i czekam na Ciebie w Wielkiej sali. Obiad. Po czym różdżki wróciły na swoje miejsca, czyli zwykle kieszenie w spodniach. Wszyscy przyjaciele mieli buzie szeroko otwarte. Ron się odezwał:
- Tego jeszcze nie było, normalnie szok.

Po obiedzie wszyscy udali się na wywiad, który przebiegł bez większych problemów. Przyszedł też sam profesor Slughorn, który wyjaśnił naukowo o co chodzi z horkruksami, za co Hermiona była mu wdzięczna, bo to ona miała się tym zająć.

jeśli ktoś przeczytał to proszę, skomentujcie :D heheheh


7 komentarzy:

  1. Witam, w jakiś dzień zosatawiłas mi link do tego bloga na "Harry Potter. Po Drugiej Stronie". W jakiś sposób mnie zauroczył i chciałabym za to nominować Cie do Liebster Blog Award. Więcej informacji:
    http://klatwa-niesmiertelnosci.blogspot.com/2013/07/nominacje.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak na swoim blogu. Ma to wyglądać tak samo jak u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. okey , ale za jakiś tydzień wstawie, bo jutro wyjeżdżam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hey.
    Zobaczyłam Twój komentarz na blogu, który mi się podoba, chociaż postów już tam nikt nie pisze ( :( ) Bardzo spodobał mi się Twój blog. Jeżeli chcesz, to wpadnij do mnie: http://jupixowo.blogspot.com/ Zapraszam ;>

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi jak zawsze podoba się to co napisałaś. Twój styl jest powalający ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Treść fajna. czasami nie wiem o co chodzi, ale ogólnie jest super. Czekam na kolejne rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aga jesteś boska!!!!!!!! Najbardziej podobała mi się magiczna wiadomość. Pisz tak dalej, a może kiedyś uda ci się na takich rzeczach zarobić.

    OdpowiedzUsuń